Jak pozbyć się negatywnych myśli?

Są takie dni kiedy emocje Cię przytłaczają, kiedy z pierdoły powstaje koniec świata, a do ludzi zamiast z uśmiechem chcesz podejść z młotkiem. Tak w ramach pomocy, coby ich głupotę wybić skutecznie z głowy. Jedni uważają, że z takimi dniami nie ma co dyskutować, że one też nam są potrzebne. Ja uważam, że niekoniecznie. Wolę czuć się dobrze, nie źle i idąc za ludową mądrością, że na wszystko są sposoby i na te emocjonalne dołki taki sposób sobie znalazłam. W książkach i w internecie, no bo jakże by inaczej. Dzisiaj się nim dzielę.


Budzik niezłomnie wydawał coraz wyższe i głośniejsze dźwięki. Z założenia miał być to skuteczny sposób na to być rozpocząć o poranku wspaniały dzień. W rzeczywistości rodzaj męki. Mój organizm zdecydowanie nie był jeszcze gotowy na to by przywitać się ze światem. Nie chciał delektować się tym co najlepszego dla niego los przygotował. Ani stawiać czołu temu co takiej postawy wymagało. Chciał spać, a ja nie widziałam powodu, dlaczego miałby tego nie robić. Pozostawał jeden problem, ten uparty przyrząd, który zresztą sama nastawiłam, wciąż dzwonił. Wiele się nie zastanawiając energicznie odrzuciłam kołdrę i z jednym otwartym, drugim przymkniętym okiem, w czasie wręcz turbobłyskawicznym wyskoczyłam z łóżka. Pobiegłam do drugiego pokoju, kliknęłam “stop” i jeszcze szybciej wróciłam do ciepłego łóżka. Tak na półgodzinki. W trakcie tej długiej podróży pojawiła się tylko jedna myśl. Z ironicznym uśmiechem pogratulowała mi sposobu na rozbudzenie. Tego, że specjalnie zostawiłam dzień wcześniej, budzik daleko od łóżka, żebym jak już wstanę to się nie kładła. Chciałam jej coś odpowiedzieć, ale zasnęłam.

Obudziłam się po 14. Póki nie zdawałam sobie z tego sprawy życie było piękne. Ja byłam wyspana, słońce miękkimi promieniami przedostawało się do sypialni, tworząc magiczną poświatę na ścianie. Balbina wyjątkowo wygodnie ułożyła się w nogach i wszystko wydawało się być stworzone dla mojego dobrego samopoczucia. Nic nie było w tamtej chwili niemożliwe, a potem zorientowałam się jak długo spałam. Pojawiała się myśl, jak wiele czasu zmarnowałam, jak wiele mogłabym zrobić. Złość, że ponad dziesięć snu to jednak przesada i gdyby nie kwarantanna i świadomość, tego, że nie mam na nic narzuconych godzin, to wyglądałoby to inaczej. Tylko, powiedzmy to głośno, to nie kwestia zewnętrza. To ja nie zarządziłam sobą tak jak trzeba. Cały dzień się nagle przesunął, a ja choćbym nie wiem jak bardzo się starała nie mogłam się pozbyć tego jednego wniosku – trzeba było wstać od razu. Obiecywałam więc sobie, że następny dzień będzie wyglądał inaczej, jaśniej, lepiej. Z każdą niespełnioną obietnicą narastała moja frustracja. Łapałam się na tym, że w myślach zamiast koncentrować się na tym co mogę jeszcze ugrać, skupiałam się na tym co już przegrałam. Zaplanowany dzień nagle przestawał być idealny, a skoro tak, to trzeba przygotować się na kolejny. Ten już odpuścić. Dać sobie spokój. W końcu nie będzie perfekcyjny.

Mówi się, że największym wrogiem działania jest właśnie perfekcjonizm. Sądzę, że nie wzięło się to z nikąd i tylko myśl, że musieli to stwierdzić przed moją osobą, jest lekko pocieszająca.

Tamtego dnia pozwoliłam sobie popłynąć w odmętach negatywów. Bardzo dużo rzeczy nie szło mi tak jakbym chciała, ludzie mnie denerwowali i jeszcze ta pieprzona kwarantanna. W głowie robiło się ciemno. Rodziły się myśli smutne i krzywdzące. Nie tylko dla mnie.

….

Przeklinałam ten swój perfekcjonizm, to swoje podejście, że albo wszystko nic.

….

Denerwowałam się na siebie, że sama wywołuje w sobie smutek i że tyle negatywów sobie zagwarantowałam. Jak na moją osobę to zdecydowanie zbyt wiele. Wychowana w przekonaniu, że pozytywy są wszędzie i znaleźć można je zawsze, zaczęłam poszukiwania. Nie było to trudne, wymieniłam co dobrego mają wszystkie irytujące mnie aspekty, ale dalej było mi źle. Tak po ludzku miałam ochotę tym denerwującym mnie ludziom powiedzieć, dlaczego są tak głupi i gdzie mogą, a wręcz powinni się z tą głupotą schować. Sobie samej powymyślałam, stronie bankowej nie działającej jak trzeba, uczelni z jej średnio działającym systemem zdalnej nauki i pogodzie, że jest taka piękna, a ja się nie mogą nią w pełni cieszyć… Byłam gotowa sięgnąć za telefon i podzielić się swoimi przemyśleniami z całym światem. A co, niech wiedzą te wszystkie obiekty mojej frustracji, że są beznadziejnie. Bo taki mam dzień.

Wtedy jednak odezwał się głos rozsądku. Głos, który tylko stwierdził, że to nie w moim stylu i przypomniał o czymś, co w mym posiadaniu było, ale po co wieki nie sięgałam. O niewielkim notatniku, w którym pewnego dnia pod wpływem impulsu wypisałam rzeczy, które mnie złoszczą. Stwierdzenia, które były wynikiem negatywnej emocji tamtej chwili. Wyolbrzymienia, zakrzywione spojrzenia, które wypowiedziane na głos mogły by przynieść tylko więcej bólu i strat, niż czegokolwiek pozytywnego.

.

O dzienniczku złych myśli.

Wyciągnęłam go z szuflady. Jak leciało, bez żadnego porządku, strategii czy układu wypisywałam to co leży mi na serduszku. Wszystko. Jedno, po drugim. Żadnych ograniczeń. To co siedziało mi w głowie znalazło się na papierze. Prawdą, jest, że ten przyjmie wszystko. Najpierw poczułam ogromną ulgę, taki wewnętrzny spokój, gdy pozbywasz się z głowy, czegoś czego nigdy nie chciałaś w niej mieć. Potem palnęłam się w czoło. Dotarło do mnie jakie głupoty sobie wmawiałam i jak bardzo pozwoliłam sobie skupić się nie na tym co trzeba. W trzecim etapie zauważyłam, że te zachowania, które mnie zdenerwowały miały przecież jakieś swoje podłoże. Zdystansowałam się, spojrzałam obiektywnym okiem na całą sprawę, a przy okazji nie wywołałam prawdziwej przykrości, nie zepsułam nikomu dnia.

To jedna z głównych zalet prowadzenia takiego notatniczka, dziennika, notesu czy księgi złych myśli. Pozwala zachować obiektywizm. Przypomina o tym, że emocje mają i swoją ciemną stronę mocy. Jestem człowiekiem, który w życiu zdecydowanie kieruje się uczuciami. Nigdy tego nie żałowałam, ale zapewne dlatego, że mam bardzo małą styczność z tymi niszczącymi. Gdy się jednak pojawiają, to już wiesz co robię.

.

Czytałam kiedyś historię dotyczącą zachowania Lincolna.


To bardzo popularna opowieść, umieszczana w niejednej książce i pojawiająca się też dość często w internetowych przestworzach. Jest idealnym przykładem na to dlaczego złe myśli w stosunku do drugiego człowieka lepiej zachowywać dla siebie, a co więcej to cudowne potwierdzenie, tego co ja uważam za słuszne podejście w ludzkich relacjach, czyli doceniaj nie osądzaj.

Podczas wojny domowej Lincoln stawiał ciągle innego generała na czele armii Potomaku. Każdy z nich po kolei – McCIellan, Pope, Bumside, Hooker i Mea-de – popełniał straszliwe pomyłki, doprowadzając Lincolna do wściekłości. Połowa narodu gwałtownie potępiała niekompetentnych generałów, a Lincolnowi „bez złości do żadnego i z wyrozumiałością dla wszystkich” udawało się zachować spokój. Z upodobaniem powtarzał: „Nie sądź, byś nie był sądzonym.” [..]

Bitwa o Gettysburg toczyła się przez pierwsze trzy dni lipca 1863 roku. W nocy z 4 na 5 lipca, kiedy Lee zaczął wycofywać się na południe, z ciężkich chmur lunął na ziemię deszcz. Dotarłszy wraz ze swoją pokonaną armią nad brzeg Potomaku, Lee ujrzał wezbraną, niemożliwą do przejścia rzekę, a za sobą miął zwycięską armię żołnierzy Unii. Lee nie miał odwrotu, wpadł w pułapkę. Lincoln wiedział o tym. Oto Niebiosa zesłały wspaniałą okazję pojmania armii Lee i natychmiastowego zakończenia wojny. Pełen optymizmu Lincoln rozkazał generałowi Meade’owi natychmiast zaatakować południowców, bez zwoływania rady wojennej. Rozkaz wysłał telegraficznie, a niezależnie pchnął do Meade’a specjalnego posłańca z żądaniem natychmiastowego działania.


A co zrobił generał Meade?


Postąpił dokładnie wbrew rozkazom Lincolna. Zwołał radę wojenną, tym samym łamiąc jawnie polecenie. Odwlekał atak z dnia na dzień. Telegraficznie przekazywał rozmaite wyjaśnienia, aż wreszcie odmówił wykonania rozkazu. W końcu wody cofnęły się i Lee wraz z armią przeprawił się przez Potomac. Lincoln był wściekły. [..]
Gorzko rozczarowany napisał list do Meade. A trzeba pamiętać, że w tym okresie Lincoln był skrajnie powściągliwy w wyrażaniu swych opinii na piśmie. List ów, pochodzący z 1863 roku, był szczytem nagany. A oto on:

Mój Drogi Generale!
Nie sądzę, aby zdawał Pan sobie sprawę z ogromu nieszczęścia, jaki spowodowała ucieczka Lee. Był on w zasięgu naszej ręki, a schwytanie go, wobec naszych ostatnich sukcesów, oznaczałoby koniec wojny. Teraz jednak wojna będzie się ciągnąć w nieskończoność. Jeśli nie był Pan pewien skuteczności ataku na Lee w ubiegły poniedziałek, jak dokona Pan tego teraz, gdy udając się na południe od rzeki weźmie Pan ze sobą najwyżej dwie trzecie sił, którymi dysponował Pan wówczas? Byłoby nierozsądnym oczekiwać, i wcale tego nie oczekuję, że zdziała Pan teraz wiele. Stracił Pan życiową szansę i jest mi z tego powodu bardzo przykro.

Jak sądzisz, co zrobił Meade po przeczytaniu tego listu?
Otóż Meade nigdy nie otrzymał tego listu.
Lincoln nigdy go nie wysłał.

.

Oczywistym jest, że dość nierozsądnym zachowaniem jest kumulowanie w sobie swoich emocji.

Taki stan może wpłynąć znacząco na pogorszenie się naszego stanu zdrowia, popsuć relacje z najbliższym otoczeniem etc. Niekontrolowane uwalnianie emocji jednak też nie ma zbyt wielu pozytywnych skutków, oprócz naszej wewnętrznej ulgi. Czy jednak naprawdę słuszne jest kłócenie się z kimkolwiek, wyszydzanie go, żeby sobie kolokwialnie mówiąc, ulżyć?

W moim odczuciu nie. Dlatego potrzebny jest złoty środek. Dlatego dobrze najpierw wszystko spisać na kartce, nabrać do tego dystansu i dopiero decydować się co robi się z tym dalej. Tak czy siak najsilniejsza dawka emocji i tak zostaje dość mocno w ten sposób ograniczona. Wyciszasz się, pierwszy cios zostaje bez odpowiedzi, nie nakręcasz się dalej i jeżeli masz wystarczająco obiektywizmu i samokrytyki to zdajesz sobie sprawę, że ten wnerw był bez sensu. Jest Ci po prostu lepiej. Przynajmniej na mnie to tak działa, na Ciebie też może. Kwestia sprawdzenia. Spróbujesz?

….

__________________________________________________________________________________________

….

Te teksty również mogą Cię zainteresować:

Trzymaj się i do następnego!

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Jak pozbyć się negatywnych myśli? – jeden z moich skutecznych sposobów aby poprawić sobie szybko nastrój. […]

trackback

[…] Jak pozbyć się negatywnych emocji? – jeden z moich skutecznych sposobów aby poprawić sobie szybko nastrój. […]

trackback

[…] ostatni wpis o tym jak radzić sobie z negatywnymi emocjami? Dzieliłam się z Tobą swoim sposobem na poprawę humoru, mówiłam Ci co czasem robię, jakie […]