Pozmieniało się muzycznie.

Wszystko co nie jest czarnym tekstem może Cię przenieść na strony uzupełniające

Nie da się ukryć, że jeszcze nie tak daleki czas temu powiązanie mnie z tego typu muzyką w jakikolwiek sposób byłoby ogromnym nadużyciem. Nie słuchałam, wykonawców znałam z czterech na krzyż i to naprawdę tych niesamowicie bardzo rozpoznawalnych, tych, których się zna, nawet jak się nie chce. Z ich utworami było już znacznie gorzej, bo jednak nie należą do ulubieńców polskich stacji radiowych, a sama z wyboru ich raczej nie włączałam.

Tak było jeszcze niedawno.

Teraz sama kupuję bilety na Hip-Hop Festiwal, w samochodzie pogłaśniam ulubione kawałki, bo nie dość, że już znam jakiekolwiek to zdążyłam sobie kilka przywłaszczyć do grona ulubieńców. Słucham ich z wyboru. Słucham bo lubię.

źródło: google

Na festiwal jednak trafiłam nie tylko z tego powodu. Jak już człowiek słucha czegoś na co dzień to gdzieś tam z tyłu głowy rodzi się ciekawość jak to wygląda na żywo, jaka atmosfera panuje podczas śpiewania tych kawałków wraz z ich wykonawcą, czy ten jest tak samo dobry jak można usłyszeć z płyty nagranej w studio. No i była też chęć sprawienia radości komuś, kto w tej muzyce siedzi dość mocno.

Wyszło. Lepiej niż się spodziewałam.

Hip-Hop Festiwal prawdę mówiąc nie był moim głównym celem te kilka miesięcy temu kiedy szukałam udanego prezentu. Chodziło bardziej o koncert Palucha, ale ten jak na złość całą trasę miał zaplanowaną tak, że we Wrocławiu pojawiał się w tym czasie tylko na wyżej wspomnianym festiwalu.

Decyzja była więc dość prosta.

Zamiast jednego koncertu dwanaście. Różnych wykonawców. To nic, że większość nic mi nie mówiła. Byłam gotowa iść, dobrze się bawić i zobaczyć o co w tym wszystkim tak w sumie biega. Festiwal organizowany był na Hali Stulecia i rozpoczynał się już o 16:30. Ci najbardziej rozpoznawalni i też, nie ukrywajmy, najbardziej wyczekiwani, czasowo rozstawieni byli na godziny dużo późniejsze, i to na te dużo późniejsze występy tam koniec końców dotarliśmy. Opuściliśmy tych, których tylko kojarzyliśmy, a którzy na co dzień się nie przewijają przez nas muzyczny świat i tych, którzy nam jednak trochę nie pasowali czasowo w to piątkowe popołudnie.

Bilans końcowy? Dwa pełne koncerty i dwa częściowe, a bawiłam się fantastycznie!

żródło: google

Zacznijmy od tego, że organizacja sama w sobie była całkiem niezła. Jeżeli ktoś tak jak my się trochę wycwanił, trochę z wyboru, trochę z przymusu i nie zostawił kurtki w szatni tuż przy wejściu to nawet nie mógł narzekać na zbyt długie kolejki do odbioru kurtki.

Strefa zakupowa samych wykonawców i organizatorów festiwalu raczej niewielka, gdyby ktoś szukał czegoś konkretnego to nie wiem czy do końca by wszystko znalazł. Jak na imprezę podniesioną do rangi festiwalu jest to raczej do poprawy. Bo nie było gdzie i na co wydać pieniędzy. Chyba, że na naleśniki czy gofry, które kompletnie mi tam nie pasowały.

Strefa gastronomiczna jednak była i to jak się można domyślić bardzo różnorodna, więc jeżeli ktoś przyjechał prosto z pracy, uczelni, szkoły, albo po prostu głodny to mógł się spokojnie bawić z myślą, że z głodu nie zginie.

Niewątpliwym jednak pozytywem, czymś co mnie zachwyciło na samym początku mojego pobytu tam i co trzymało ten zachwyt aż do samego końca była graficzna strona całego przedsięwzięcia. Scena, telebimy, światła, zgranie tego z muzyką, to co się pokazywało, jak się pokazywało, jak kolory współgrały z tym co się działo na scenie.. fenomenalnie się to oglądało. Naprawdę ktoś wykonał kawał dobrej roboty i zadbał o to, żeby występy muzyczne były pięknie dopełnione.

Występ za występem. Jeden artysta schodził, zapowiedź kolejnego, chwila oddechu i kolejny koncert. Nie wiem kiedy minęły mi te trzy godziny. Niech już to świadczy o tym, że było warto kupić bilety.

KĘKĘ

Człowiek, który w tym momencie jest dość wysoko jeżeli chodzi o ten raperski świat, a który jeszcze sześć lat temu roznosił listy czy przycinał trawniki niemieckim emerytkom, muzykę tworząc jedynie w radomskim podziemiu. Pierwszy kontrakt na wydanie płyty legalnie dostał od Prosto, wytwórni jednak nie byle jakiej, dzień po stracie pracy na poczcie. Od tego wszystko się zaczęło i później poszło lawinowo, a sam Piotr Siara jest w tym miejscu w którym jest. Nie da się mimo wszystko uniknąć porównania do bajkowych postaci, których życie z dnia na dzień równie diametralnie, ale i szczęśliwie się odmienia. Kękę wykorzystał szanse, to co kiedyś robił w wąskim gronie teraz jest jego znakiem rozpoznawczym na cały kraj. Ma wyrobione rangę, rzesze fanów, własną wytwórnię i markę ubrań. Mężczyzna, który kilka lat temu mówił o sobie w wywiadach, że “jest tylko alkoholikiem z Radomia” teraz występuję z łatką “Cesarz Kękę”. Pomijając aspekty strikte muzyczne jest pięknym dowodem na to, że życie można zmienić wystarczy wykorzystać szansę.

Na scenie człowiek niezwykle charyzmatyczny, widać, że czuję się tam dobrze, ewentualnie dobrze kryje stres. Nie ma niepotrzebnych zacięć, jeszcze bardziej niepotrzebnego nadęcia, płynnie przechodzi z jednego kawała do drugiego, wie o czym śpiewa i widać, że faktycznie jest to dla niego ważne.

Hip-hop to jednak taki gatunek muzyczny, w którym najłatwiej zobaczyć, że artysta śpiewa przede wszystkim o sobie, swoim życiu, doświadczeniach, o prywatnych przemyśleniach. Na tym opiera się większość płyt, a na koncertach można się z tym zderzyć bezpośrednio. Ktoś za zasłoną muzyki się przed nami, odbiorcami otwiera i sądzę, że jest dla niego niesamowitym przeżyciem, gdy kilka set, kilka czy kilkanaście tysięcy ludzi nagle w jakimś sobie znanym stopniu się z tym utożsamia.

Kękę czasem zuchwały, nieco bezczelny, mnie swoją osobowością do siebie przekonał i chociaż w osobistym rankingu jego twórczości nie postawię na pierwszym miejscu to jednak chętnie wysłucham kilku jego kawałów, a jak będzie okazja to i na drugi koncert się wybiorę.

Paluch

źródło: google

Jeden z tych moich ulubionych ludzi jeżeli chodzi o tę gałąź muzycznej sceny. Nie da się ukryć, że zrobił wiele i to nawet bardzo wiele. Jego dorobek artystyczny jak na piętnaście lat jest imponujący, a biorąc pod uwagę fakt z jakim spotyka się odzewem i ile razy płyty okryły mu się platyną to można jedynie wyrażać podziw, niezależnie już od tego czy się go ceni czy nie. Urodzony w Poznaniu, stale i niezmiennie się z nim identyfikuje. Obecną karierę rozpoczynał w podobnych latach co Mr.Kękę w niemalże ten sam sposób, w podziemiu jednocześnie pracując na etacie, jako sushi master. W tym przypadku nie było jednak widać diametralnej zmiany w jego życiu z dnia na dzień, raczej drobnymi małym kroczkami wchodził przez różne współprace na hip-hopowy rynek, aby koniec końców założyć swoją wytwórnię i wykreować nowe znaczenie dla skrótu BOR – Biuro Ochrony Rapu. Znaczenie, które ma jednoznacznie określać, że to co robi to dla niego ogromna zajawka, że ludzie z którymi decyduje się pracować odczuwają dokładnie to samo. Kładzie ogromny nacisk na to, aby to co robił niosło jak największą wartość i deklaruje, że tego samego wymaga od współpracowników, a chciałby, żeby dla każdego rapera stało się to czymś normalnym i podstawowym. Kolejny człowiek, który robi to przede wszystkim z pasji. To na koncercie widać, widać ogromnie bardzo, bo mimo tego, że charyzmatyczny nie jest nawet w najmniejszym stopniu, to muzyką zgarnia tłumy na wyłączność. Zaczyna rapować, a ludzie razem z nim. Na tym festiwalu to na nim publiczność była największa. Esencją jego fenomenu jest chyba chłopak, który stał za nami, gdy Paluch był na scenie i który z niemałym zadowoleniem, po tym jak poleciał Szaman” stwierdził, że spędził ponad sześć godzin czekając za tym kawałkiem. Wydźwięk był taki, że było warto. Nie było utworu, którego nie znała by publiczność, ba! Ja sama większość z nich wyśpiewałam lub wykrzyczałam. Wybudował sobie markę w prawdziwym tego słowa znaczeniu, a biorą pod uwagę fakt jak wypowiada się w rzadko udzielanych wywiadach to spokojnie można stwierdzić, że to dopiero początek.

Słoń

źródło: facebook

Jeden z niewielu z którym miałam jakąkolwiek styczność we wcześniejszych latach. Postać niezwykle charakterystyczna, słyszysz pseudonim i wiesz, że możesz się spodziewać w utworach rozkładających się ciał, wychodzących z nich robaków i ogólnie klimatów mi kompletnie dalekich. Nie da się jednak ukryć, że przez to jego postać kojarzyłam. Kawałki, które produkował gdy ja kończyłam podstawówkę były na tyle charakterystyczne i niecodzienne, że dotarły nawet do mnie. Pod tym względem nic się u niego, z tego co mi wiadomo, nie zmieniło. Dalej te same klimaty, dalej mi z nim nie po drodze. Zostaliśmy jednak na początku jego występu, żeby zobaczyć jak brzmi na żywo. Pod względem wejścia na scenę, przygotowania, zrobienia atmosfery ten człowiek robi coś kompletnie niesamowitego. Jakby swoje własne uniwersum. Godne podziwu. Z tym wnioskiem opuściłam jego koncert i z takim wnioskiem zostanę jeżeli chodzi o jego postać. Nie jest to twórca, którego będę słuchać w wolnej chwili czy nawet w tej wypchanej po brzegi.

Z rzeczy, które mnie zaskoczyły i też pokazały mój brak wiedzy w temacie, a przy tym jakąś stereotypowość to na pewno pogo, które znam i kojarzę z kompletnie odmiennymi gatunkami muzycznymi i na pewno zgaszone światła i włączone latarki w telefonach, które wyglądały przemagicznie. Ani jednego ani drugiego się nie spodziewałam, ale po prawdzie obie rzeczy mi jednak tam pasują.

Zaskoczyła mnie też średnia wieku, bo z mojej perspektywy, nikogo nie obrażając było naprawdę sporo dzieciaków. Takich co to widzą problem wszędzie, najważniejszy jest krótki top i wydaje im się, że się bardziej dorosłe i dojrzałe niż w rzeczywistości. Mimo mojego krótkiego stażu życiowego mi samej niektóre sytuacje oglądało się dość komicznie. Nie mogę jednak powiedzieć, że atmosfera na koncercie była przez to zepsuta. Nikt na mnie nie wpadał, nikt mnie nie deptał, ani nie zasłaniał telefonem sceny. Raczej każdy się cieszył z tego, że tam jest i może się po prostu dobrze bawić, a w czasie niewielkich przerw przynajmniej było się z czegoś pośmiać. Bo to, że on idzie za nią, a nie obok niej i się o to kłócą może z boku wywołać jedynie lekki uśmiech i lekkie zadowolenie, że człowiek czas niedojrzałości, przynajmniej na mniej więcej tym stopniu, ma już całe szczęście za sobą.

Cieszę się ogromnie, że tam byłam i wiem, że jeżeli chodzi o Palucha to był to mój pierwszy koncert, ale na pewno nie ostatni. Człowiek sam siebie czasami potrafi zaskoczyć i w czymś co pół roku było mu całkowicie obce teraz odnajdywać cząstkę siebie, ale i masę inspiracji. Muzyka taka chyba powinna właśnie być, otwarta na nasze własne odniesienia, inspirująca i będąca w stanie dotrzeć do każdego.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Byłam na hip-hopowym koncercie – wpis wyjaśnia chyba wszystko. Nie byłam zwolenniczką tego typu muzyki, a potem sama kupiłam bilety na Hip-Hop Festiwal we Wrocławiu. […]

trackback

[…] we mnie szalenie wiele dobrych odczuć. Weszłam w to środowisko rapu przez mojego ukochanego, pozmieniało mi się muzycznie i bardzo się z tego rozszerzenia muzycznej percepcji cieszę. Płyta jest piękna, tak jak piękne […]