Narodziny urodzinowej tradycji

Przychodzi taki dzień w ciągu roku, kiedy w otoczeniu swoich najbliższych człowiek staje się pewnego rodzaju gwiazdą, celebrytą na którego to zwrócone są wszystkie spojrzenia i pod którego tak wiele działań jest prowadzonych. Dzień, który tak prawdę mówiąc dla świata jest taki sam jak wszystkie inne, a dla nas jest okazją do świętowania faktu, że po prostu przyszło nam żyć.

Dzień urodzin.

W naszej polskiej kulturze, jak zresztą w wielu innych na całym globie, ta data kojarzona jest z ogromną radosną opcją urządzenia imprezy, napicia się i spędzenia czasu ogólnie w pociesznym towarzystwie. Nikt raczej nie zakłada tutaj żadnego smutku, łez, które miałyby być nieodzownym, powtarzanym co roku rytuałem.

Człowiek budzi się i wie, że będzie miał dobry humor. Otwiera oczka i myśli ile to fantastycznych momentów go spotka, co miłego będzie mieć miejsce i jakie niesamowitości go zaskoczą. Lukrowany różowy obrazek wspaniałości przekłada się na nasze podejście do nastającego dnia.

W tamtym roku po raz pierwszy swoje urodziny spędzałam przede wszystkim sama ze sobą. Wyłączyłam telefon, byłam w zupełnie nieznanym mi mieście, tuż po przeprowadzce, z niewielką ilością znajomych i z rodzącym się przekonaniem, że to ja powinnam sama o siebie, nawet w takiej sytuacji, zadbać. Oczekujemy w dniu urodzin, że nasi najbliżsi nas zaskoczą, będą pamiętać, obrażamy się jak cokolwiek idzie nie tak z naszymi wyobrażeniami i potrafimy pokłócić o byle pierdołę. Jak dzieci.

Tymczasem za powodzenie tego dnia odpowiedzialni jesteśmy my sami. Dlatego rok temu przeżyłam fantastyczne urodziny choć tak odmienne od wszystkich poprzednich i jak już wiadomo następnych.

Usiadłam w Fc Caffe, prawdę mówiąc nie pamiętam już nawet dlaczego właśnie tam. Zamówiłam aromatyczną kawę z dodatkiem czekolady, jak przystało na niezbyt wielkiego fana tego napoju i zrobiłam coś, co teraz, z perspektywy czasu było zaskakująco trafnym pomysłem.

Podsumowałam sobie siebie, swoje życie, marzenia, plany. Zrobiłam rozliczenie sama ze sobą. Trochę takie noworoczne zestawienie zysków i strat, tylko wersja wcześniejsza.

W tym roku, mimo tego, że moja życiowa sytuacja jest tak kolosalnie i całkowicie odmienna wygospodarowałam w tym dniu kilka godzin i udałam się w to samo miejsce, w tym samym celu. Gdzieś w stercie papierów odkopałam tą dziewiczą zapisaną wersję ówczesnego pomysłu.

Nie ma nic piękniejszego niż uczucie radosnego zaskoczenia, ogromnego pozytywnego zdumienia, gdy te poskładane kartki rozkładasz, czytasz i dociera do Ciebie, że to co rok temu było cichym oczekiwaniem, w chwili obecnej jest piękną rzeczywistością. Zaskoczyłam się bardzo, a może nawet jeszcze mocniej. O sporej części rzeczy wtedy dla mnie ważnych dość szybko zapomniałam. Olbrzymia ilość tematów zrealizowała się jakby samoistnie, bez mojej większej ingerencji.

Jaka ja byłam w momencie tego odkrycia szczęśliwa, a jaka wdzięczna!

Oczywistym się więc wydaje, że jeszcze rzetelniej zabrałam się do pracy. Podsumowałam to co było, zaktualizowałam życiowe plany i wypisałam czego bym chciała i rzeczy, które wywołały u mnie chociaż najmniejszy uśmiech czy poczucie szczęścia, a jednocześnie wyryły mi się na tyle mocno w pamięci, że mogłam je bez problemu przywołać.

Wyszło pięć kartek, tym razem już w jednym z moich większych notesów, żeby za rok i w latach kolejnych ich magazynowanie, a także powrót do nich nie stanowiły najmniejszego problemu.

Mogłabym to robić zwyczajowo w Nowy Rok, mogłabym też w dowolnie wybrany dzień roku nie będący dniem moich urodzin. Zrobiłam jednak tego dwunastego listopada fundując sobie całkowite przekonanie, że nie ma co płakać nad upływem czasu, tylko się z niego cieszyć, bo niesie ogromnie wiele dobrego.

Mam dwadzieścia dwa lata na koncie i całkowicie tego nie odczuwam, jak raczej większość ludzi w tym czy dojrzalszym wieku. Liczba to tylko liczba, wrzucająca upływ czasu w jakieś ramy, ale nie posiadająca tak po prawdzie żadnego większego znaczenia. Kiedyś moja rodzicielka powiedziała, że im więcej ma się lat tym czas szybciej leci i mniej się zwraca uwagę na cyferkę w metryczce. To przeżyte wydarzenia, zdobyte doświadczenia budują naszą postawę, osobowość, typy zachowań, późniejsze decyzje. To one sprawiają, że jesteśmy tym kim jesteśmy i potrafimy cieszyć się sami ze swojej obecności, sprawić sobie samej urodzinowy prezent i ułożyć dzień tak, aby czuć się wyjątkowo. Jednocześnie czerpiąc równie wielką radochę z niespodzianki sprawionej przez bliską osobę o północy, kolacji w cudnym, kulinarnie nieznanym miejscu, prezentu robionego w wielkiej tajemnicy, specjalnie organizowanego tortu na Twój przyjazd..

Lubię urodziny, swoje, czyjeś. Lubię je, bo to piękny przystanek żeby zobaczyć jak się przedstawia nasze życie, żeby zwerfikować kierunek, żeby upewnić się, że jest się człowiekiem, który potrafi być ze sobą, a jednocześnie, który potrafi docenić wszystkich tych, którzy są wokół niego i przy nim. To idealna okazja żeby zobaczyć jakim jest się człowiekiem i czy ten człowiek nam samym odpowiada.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o