Läckberg przywłaszczyła moją jesień.

Cały książkowy październik upłynął mi tak prawdę mówiąc pod jednym tylko nazwiskiem. Nazwiskiem kobiety, która swoją przygodę z pisarstwem rozpoczęła tak na dobrą sprawę dzięki życzliwości jaką obdarzyli ją jej najbliżsi. Camilla Läckberg, bo o niej mowa, z wykształcenia jest ekonomistką, a na tory literatury zbłądziła dzięki kursowi pisania kryminałów jaki sprezentowała jej rodzina, widząc, że zacięcie literackie z dzieciństwa w życiu dorosłym dalej daje o sobie znać. Na kursie tym napisała pierwsze poważne opowiadanie. Obecnie Szwedka tworzy piękną sagę o losach początkującej pisarki, jej związku z policjantem, niczym kalkę swojego życia, na domiar wszystkiego fabułę swych książek umiejscawia w rodzinnej miejscowości – Fjällbace, którą zna jak własną kieszeń. Naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, znając te fakty, że w wielu momentach pisze o sobie, nie wpływa to jednak bynajmniej ujemnie na wartość lektury.

Ja swoją przygodę z jej twórczością rozpoczęłam od książki „Pogromca lwów”. Weszłam w wykreowany przez pisarkę kryminalny świat, nie zdając sobie sprawy, że wszystkie części książek są napisane chronologicznie i mimo, że przeczytanie jednej pozycji przyniesie nam wiele przyjemności, to o wiele przyjemniej jest zacząć od początku i śledzić opisywane historie z zachowaniem porządku w jakim się ukazywały. O ile same popełnione morderstwa nie są tutaj ze sobą połączone, tak losy bohaterów już tak, a że mamy w dużym stopniu do czynienia z tymi samymi osobami, z opisami ich uczuć, relacji, zmian w ich życiu to o wiele ciekawszym wydaje się odkrywanie tego świata tak jak był przedstawiany. Bez niepotrzebnych zapowiedzi.

Poprawiłam się więc i kolejne książki lądujące w moich rękach miały chronologiczny porządek. Frajda z odkrywania motywów zabójstw przy jednoczesnym odkrywaniu życia lubianych bohaterów jest czymś co potrafi dość mocno przyciągnąć do danej pozycji. Człowiek zżywa się jeszcze mocniej z Ericką, która wtyka nos w nie do końca swoje sprawy, Patrikiem, który przede wszystkim jest człowiekiem, potem policjantem i całą masą ciekawie, choć konkretnie stworzonych postaci.

Läckberg świetnie radzi sobie z trzymaniem napięcia przy samym kryminalnym aspekcie. Wie ile trzeba pokazać, aby zaciekawić, ile schować, żeby nie wprowadzić czytelnika wprost na rozwiązanie i jak pod koniec powieści tak wszystko wymieszać, że zakończenie mimo, że zaskakujące, jest jak najbardziej wiarygodne.

„POGROMCA LWÓW”

Styczeń, Fjällbacka w okowach mrozu. Z lasu wybiega na drogę półnaga dziewczyna. Nadjeżdżający nagle samochód nie jest w stanie zahamować ani jej wyminąć.

Patrik Hedström otrzymuje powiadomienie o wypadku, gdy już wiadomo, że potrącona dziewczyna to Victoria, która cztery miesiące temu zaginęła, wracając do domu ze szkółki jeździeckiej. Okazuje się, że padła ofiarą okrutnych zabiegów, co gorsza, nie tylko ona.


W tym samym czasie Erika Falck bada sprawę sprzed lat, rodzinną tragedię, która skończyła się śmiercią ojca rodziny. Odwiedza w więzieniu jego żonę, skazaną za morderstwo, ale nie może się od niej dowiedzieć, co się wtedy tak naprawdę wydarzyło. Erika czuje, że coś się nie zgadza, że kobieta coś ukrywa. Wydaje się również, że przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszości…


Została mi pożyczona, zaraz po barwnym opisie jak bardzo potrafi wciągnąć i jak dobrze jest napisana. Chcąc nie chcąc wróciłam do pozostawionych na dość długi czas kryminałów. No i przepadłam, naprawdę mocno się wciągnęłam. Wrócił stan, w którym nie liczył się czas, a czytanie kolejnych stron. Stan przeze mnie uwielbiany. Ostatnie rozdziały czytałam po północy, nie mając koło siebie nikogo kto zatrzymałby moją pracującą na podwójnych obrotach wyobraźnię. W książce coś mignęło, mi coś odbijało się w okularach. Złapałam się na tym, że podnoszę wzrok i sprawdzam czy oby na pewno jestem w mieszkaniu sama. Zakończenie zaskoczyło mnie bardziej niż się spodziewałam i wtedy stwierdziłam, że mogę się po tej akurat pisarce spodziewać wiele.

Sięgnęłam po jej pierwszą powieść. Powieść, która jak się dopiero później okazało powstała jako praca na kursie pisania.

“KSIĘŻNICZKA Z LODU”

” W niewielkiej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji, wśród małej, zamkniętej społeczności, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą – w jednym z domów odkryto zwłoki młodej kobiety. Początkowo wszystko wskazuje na samobójstwo, okazuje się jednak, że Alex została zamordowana. Prywatne śledztwo rozpoczyna Erika Falck – pisarka i przyjaciółka Alex z dzieciństwa, do której dołącza miejscowy policjant Patrik Hedström.

Jeżeli patrzeć na przeczytane do tej pory pozycje to ta nie wiedzieć czemu jest moją ulubioną, mimo faktu, że porusza naprawdę ciężki temat, nie tylko w czasach powstawania, czyli jakieś dziesięć lat temu, ale i obecnie. Tak po prawdzie Szwedka nie bawi się w delikatne sprawy. Porusza tematy trudne, bo na co dzień wykluczane: kwestie chorób psychicznych, rozdwojenie osobowości, wykorzystywanie nieletnich na tle seksualnym, niedopuszczenie myśli o śmierci dziecka… O tym się nie mówi, w to nie chce się wierzyć, a jednak to jest i może prowadzić do tragedii lub być jej następstwem, i to wszystko w jej książkach mamy. Podane w taki sposób, że człowiek się przede wszystkim zatrzyma i zastanowi, dowie czegoś nowego, oswoi z tematem. To piękna edukacyjna rola czegoś co z pozoru ma być jedynie formą rozrywki.

W “Księżniczce z lodu” widać nieco inny styl autorki, teraz już wiem, że dopiero co się wówczas kształtujący. Widać też, że wiele jest tam jej samej, a jednocześnie mnóstwo rzeczy można odnieść do swojego życia czy życia koleżanki, sąsiadki, mamy, babci, wujka, dziadka. Na tym chyba zresztą polega w pewnym stopniu jej fenomen, że potrafi rzeczywistości przedstawić taką jaka jest, a przy tym nie mówi, że to znaczy, że jest zła.

“LATARNIK”

” Jasna, letnia noc. Młoda kobieta wskakuje do samochodu. Chwyta kierownicę w zakrwawione dłonie. Wraz z synkiem ucieka do jedynego znanego jej bezpiecznego miejsca − na wyspę Gråskär nieopodal Fjällbacki.
Kilka dni później w swoim mieszkaniu zostaje zamordowany Mats Sverin, człowiek rzetelny i powszechnie lubiany, który po latach nieobecności powrócił do Fjällbacki, by zostać szefem gminnego wydziału finansów. Inspektor Patrik Hedström i policja w Tanumshede prześwietlają jego przeszłość i na jaw wychodzą rozmaite tajemnice. Okazuje się, że mężczyzna przed śmiercią odwiedził Gråskär, nazywaną przez okolicznych mieszkańców Wyspą Duchów ‒ nawiedzaną przez umarłych, którzy mają coś do przekazania żywym…”

Przy nim moja chronologia niestety została zachwiana i to z czysto technicznych aspektów. Wszystkie inne części były wypożyczone, a tej jednej konkretnej, drugiej brakowało też na sklepowej półce. Wzięłam więc co było i tu się trochę zawiodłam. To pierwsza książka, która mnie lekko zaczęła nudzić i nie do końca moim zdaniem trzymała poziom jaki autorka wypracowała już gdzieś w mojej świadomości. Ominęłam kilka rozdziałów, czego staram się jednak nie robić i prawdę mówiąc nic nie straciłam. Miałam nawet pomysł pozostawienia tej powieści niedokończonej, ale jednak ciekawość zwyciężyła. Z dotychczasowych pozycji ta plasuje się najniżej.

„KAZNODZIEJA”

Akcja Kaznodziei, drugiej powieści bestsellerowego cyklu Camilli Läckberg, również rozgrywa się we Fjällbace, niewielkiej, malowniczo położonej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Szwecji. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede stają przed skomplikowaną zagadką. Próbują odkryć, jaki związek może mieć morderstwo młodej kobiety, której zwłoki odnaleziono w Wąwozie Królewskim, ze sprawą zaginięcia dwóch dziewczyn przed dwudziestu pięciu laty. Prawda okazuje się okrutniejsza, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać…

Gdy już się okazało, że i Läckerbg zdarzają się potknięcia, przynajmniej w moim odczuciu, w me ręce trafiła książka napisana jako druga. Wrócił uśmiech na twarzy, wrócił świetny styl pisania i akcja, która zbytnio się nie rozciąga, stopniowo narasta, żeby móc uwolnić w momencie kulminacyjnym wszystkie tajemnice przeszłości. Czytało się to fantastycznie i niech potwierdzeniem tego będzie fakt, że czytałam w każdej wolnej chwili, w restauracji jak czekałam na jedzenie, w autobusie gdy wracałam do domu i w nim kolejne prawie pięć godzin dopóki nie poznałam zakończenia.

Läckberg ma na swym koncie w tym momencie piętnaście książek. Wśród nich królują kryminały, ale znajdziemy bajkę dla dzieci, dwie książki kucharskie i wydany w tym roku dla równowagi thriller psychologiczny. To wszystko napisane w przeciągu ostatnich dziesięciu lat, co daje wynik całkiem zaskakujący. Moja przygoda z nią na pewno jeszcze nie jest skończona, bardzo chętnie pośledzę dalej losy bohaterów, popatrzę jak zmienił się na przestrzeni tej dekady styl samej autorki i przede wszystkim sprawdzę czy poziom, który narzuciła gdzieś po drodze udało jej się utrzymać. Tymczasem odchodzę na chwilę od kryminalnej części literatury i zabieram się za książki, które kupione już jakiś czas temu smutno spoglądają na mnie z regałów. Czy słusznie było się nimi zająć dam znać w kolejnym wpisie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o