Kwiecień plecień, czyli kilka słów podsumowań.

Jest po szesnastej, kiedy w końcu postanawiam wziąć się do jakiej rzetelnej i prawdziwej roboty. Odkładam wypełniacze czasu i decyduje, że teraz zrobię to co chcę i powinnam. Nie jest jednak łatwo i sama nie wiem dlaczego. Trochę boli mnie brzuch, trochę słońce świeci zbyt mocno, to jest mi niewygodnie i powieki mi się lekko przymykają, a to znowu bym coś zjadła, no i trzeba wszystko odłożyć. Mówi się, że kwiecień plecień i przeplata, w moim przypadku zamiast zimy i lata to wszystkie moje założenia i plany, ambicje, chęci z tym co stoi w opozycji. Sama już nie wiem czy to był miesiąc udany czy nie. Niby kilka rzeczy wskoczyło, a kilka kompletnie nie siadło i niby fajnie, ale można było zrobić więcej, lepiej, inaczej. W sumie to zrobiłam stosunkowo wiele, pytanie tylko ile z nich faktycznie odpowiada temu co jest wartościowe i ważne?

.

KSIĄŻKOWY ZWYCIĘZCA TEGO MIESIĄCA

.

Na początku tygodnia skończyłam czytać książkę, która w centrum stawia właśnie człowiecze postrzeganie świata, która pochyla się w pełni nad tym dlaczego cokolwiek robimy i daje jasno do zrozumienia, że szczęście zależne jest od życia w zgodzie ze swoimi wartościami, że to na tym powinniśmy się skoncentrować i wokół tego wykorzystywać własny potencjał. Pamiętasz te czasy, gdy jako dzieciak chciałeś dowiedzieć się wszystkiego i upierdliwie zadawałeś to niesłabnące pytanie “dlaczego?”. Dlaczego to, dlaczego tamto? Ja pamiętam. Miałam z sześć, siedem lat i spędzałam dzień u chrzestnej. Nie wiem już od czego się zaczęło, ale w którymś momencie zadałam to magiczne pytanie “dlaczego?” mojemu kuzynowi, a potem przesiedzieliśmy kilka godzin na plastikowych krzesłach, na środku podwórka. On tłumacząc mi to co było jego konikiem, ja próbując zrozumieć o co chodzi z tą Ziemią we Wszechświecie. Jedna rozmowa, a pamiętam ją do dziś. Nauczyłam się już chyba wtedy wyszukiwać odpowiedzi na wszystkie mniej lub bardziej nurtujące pytania. Obecnie jest to nawyk, który każe coś mi sprawdzić, dowiedzieć się, znaleźć wytłumaczenie. Po przeczytaniu jednak tej książki musiałam się z jej autorem zgodzić. Choć często szukamy odpowiedzi na zdarzenia zewnętrze, rzadko kiedy pytamy siebie o pobudki własnych działań. Niby wiemy czemu coś robimy, na czym skoncentrować należy się w dalszej kolejności, ale jeżeli nie mamy tego jasno i wyraźnie sformułowane to potrafi się to rozjechać i masz taki kwiecień, który zrobił Ci z życiem kompletny misz masz. ” Zaczynaj od dlaczego” to tytuł książki Simona Sinka i zarazem moje motto przewodnie nadchodzącego maja.

Choć trzeba przyznać, że z kilkoma dlaczego w swoim życiu nie miałam żadnego problemu. Jednym z nich jest odpowiedź na pytanie po co założyłam bloga i do czego on ma mi służyć. To niezwykle prosta sprawa. Wierzę, że szczęśliwe życie jest dla każdego, że marzenia niezależnie od ich “rozmiaru” są po to aby je spełniać i że dobrych ludzi nigdy zbyt mało. Chcę stworzyć przestrzeń, która będzie w tym pomagała, będzie inspirować i łączyć ze sobą fantastycznych ludzi skupiających się na tym co w życiu najważniejsze i najpiękniejsze. To takie wartości jak miłość, zaufanie, szacunek, empatia czy otwartość sprawiają, że jesteśmy w stanie budować i robić rzeczy piękne, a tych nigdy przecież za mało.

.

KILKA WSKAZÓWEK NA DZIAŁANIE W INTERNECIE. CZEGO NIE ROBIĆ I O CZYM ZAWSZE PAMIĘTAĆ? NA PRZYKŁADZIE NIEDZIELNEGO POPOŁUDNIA.

.

Teraz bardzo wiele uwagi poświęcam na takie zagadnienia od strony technicznej. Moim codziennym zadaniem jest poszerzanie wiedzy o narzędziu, z którego w realizacji tej wizji postanowiłam skorzystać. Siedzę, klikam i kombinuję. Zeszłej niedzieli doprowadziło to do tego, że w końcu wylądowałam w profesjonalnych aspektach facebookowej strony. Zgodnie ze swą naturą czytałam, klikałam i sprawdzałam, posiadając wówczas zgubne i kompletnie naiwne przeświadczenie, że mam wszystko pod kontrolą. Potem zaś odznaczyłam jedną kropkę i tym odważnym kliknięciem straciłam dostęp do całego fanpage, który miał już ponad stu obserwatorów. Jakaż ja byłam wówczas zszokowana i zestresowana, oto bowiem wszystko zniknęło z mojej mocy sprawczej i jeżeli wierzyć internetowi, a okazało się, że trzeba było mu wierzyć, pozostawało pożegnanie. Nie wchodziło w grę drugoterminowe czekanie za jakąkolwiek reakcją facebooka. Czas był przede wszystkim zasługą panującej pandemii, która jednak wówczas dla mnie miała znaczenie, takie, że żadne. Nie wiedziałam co robić. Koniec końców powstał nowy fanpage, przez który kilka dni później zablokowano mi całe konto prywatne. Tak się właśnie podziało i niemoc jaka w związku z tym się pojawia lekko mnie przeraziła. Zawsze wydawało mi się, że nie jestem zbyt silnie przywiązana do swoich social mediów. Coś się stanie, to się stanie, jakby nie ma na nich nic od czego zależałoby moje życie, a jednak gdy zabrakło tego najbardziej rozpoznawalnego portalu w moim “władaniu” poczułam się dziwnie. Czegoś brakowało i to nie chodzi o nie wchodzenie na social media przez jakiś czas, bo to kompletnie nie jest problem, raczej o to, że mi zabrano możliwość decydowania i momentalnie mnie od wszystkiego odcięto. Oczywiście internet mi wszystko wytłumaczył, a teraz wsio wróciło do normy, lekcje jednak zostały wyciągnięte:

1. Jeżeli tworzyć cokolwiek w internecie to w oparciu o coś własnego, a social media traktować jako narzędzie pomocnicze. Nie wiadomo bowiem co się może wydarzyć i nie ma co sobie samemu strzelać w kolano.

2. Do każdego konta dodać konta współprowadzące, najprościej mówić chociaż jedną osobę, która będzie miała możliwości administratora. Gdyby się okazało, że znowu klikniecie nie taką kropkę co trzeba, nic nie jest stracone i od niczego w sumie nie jesteście zależni. Wystarczy tylko zaufanej osobie powiedzieć, że w razie czego, będzie Was ratować i że nic w związku z tym nie musi robić.

.

PODCAST NA CODZIEŃ

.

Nauki wyciągam jednak nie tylko ze swoich pociesznych doświadczeń, ale szukam jej także w internecie. Ostatnio w podcastowych odmętach, bowiem dużo rzeczy mogę wysłuchać jednocześnie coś robiąc. Pełen multitasking. Tym właśnie sposobem zagospodarowania czasu trafiłam do Wojciecha Herry i jego Mocnych Marek. Odpowiada mi styl prowadzącego i to jak operuje swoim programem, jak wiele różnych treści porusza i jak potrafił wybudować sobie swoje własne postrzeganie tematu podcastu. Wiele tam wartościowej wiedzy i całkiem niezłej rozrywki, więc uczę się i bawię. Jak w idealnej placówce oświatowej.

Słucham tych zarejestrowanych wypowiedzi z bardzo prostym założeniem. Konkretne pytanie, konkretna odpowiedzi, ewentualnie najbardziej oczywiste naprowadzenie na nią. Do tego też będę dążyć w swoich nagrywkach, bo tak jakoś spontanicznie wyszło, że wpadł mi pomysł audio notatek do głowy. Jak do niewielu rzeczy, do tego usiadłam od razu i poświęciłam ponad pół dnia na to, aby wypuścić swój pierwszy podcast. Roboty było przy tym ogrom. Zabawy jeszcze więcej, bo nie da się ukryć, że robiłam to pierwszy raz. Z efektu jestem jednak bardzo zadowolona i cieszę się ogromnie, że tego spróbowałam. W tym momencie wiem, że to nie był pierwszy i ostatni raz. Zdecydowanie chcę zrobić z notatek audio sprawę oczywistą. Pierwsze to nagranie zostało przyjęte lepiej niż się spodziewałam, statystki też mnie pozytywnie zaskoczyły, a przy tym otworzyły się całkiem ciekawe, nowe możliwości.

.

TO NIE BĘDZIE STRACONY CZAS PRZED TELEWIZOREM

.

“HEJTER” – film, który chciałam obejrzeć z racji reżysera i aktora wcielającego się w głównego bohatera. Bardzo szybko jednak postrzeganie tej produkcji mi się zmieniło i nagle fabuła stała się najważniejsza, a wszystkie inne techniczne aspekty, które tak mnie ciekawiły, zeszły na dalszy plan świadomej obserwacji. To film, po obejrzeniu którego miałam lekkie uczucie nierealności. Niby wiedziałam, że tak jest, a jednak jakoś nie potrafiłam tego do siebie w pełni dopuścić, a później wysłuchałam rozmowy Herry z Arturem Roguskim i to niedowierzanie całkowicie uciekło. Zaczęłam szukać, zgłębiać temat i dotarło do mnie, że niestety nie ma w tym aż tak wielkiego wyolbrzymienia jakbyśmy mogli się spodziewać. Robi się cholernie wiele, wręcz zbyt wiele, żeby tylko sprzedać, wygrać, postawić na swoimi. Social media stają się bronią, a nie zwykłym narzędziem i człowiek sam może się pogubić o co w tym wszystkim chodzi. Płaci się za to, żeby sterować naszymi wyborami, kupuje się nasze zaufanie i traktuje się to jako normalność. Pytanie tylko, gdzie są tego granice? Film zdecydowanie warty obejrzenia.

.

LA CASA DE PAPEL” – kwiecień przyniósł przez wielu tak wyczekiwaną premierę 4 sezonu tego kultowego już w tym momencie serialu. Mnie osobiście zawiodło poprzednie wydanie i serduszko wcale nie biło mi jakoś szczególnie szybciej. Wiedziałam, że obejrzę początek, z czystej ciekawości, z chęci sprawdzenia czy się zreflektowali, ale nie miałabym żadnych skrupułów, aby wyłączyć telewizor, gdyby mnie niczym nie przekonano. Zresztą jestem zdania, że szkoda czas na marne twory czy to literackie, czy serialowe, muzyczne, filmowe i tak dalej. Bardzo szybko wydaję osąd na temat tego czy mi się coś podoba i nie raz już odkładałam zaczęte książki na półkę, wiedząc, że do niej nie wrócę.

Najnowszy sezon “La Casa De Papel” na początku jest nudny jak cholera, a Ty sobie po prostu myślisz, że się nie wyratowali i nic nie zmienili po poprzednich nagraniach. Oglądasz pierwszy odcinek, nie wiedzieć czemu bardzo często występuje tendencja w wielu serialach do nudnego początku. Oglądasz więc drugi odcinek, dając szansę, ale po trzecim przepadasz. Z założenia mieliśmy sobie serial dawkować. Z dawkowania wyszło tyle co nic i już w dniu premiery byliśmy po całym sezonie, który niedość, że nadrobił za poprzednika to dostarczył masę emocji i chyba dlatego określam go mianem tak dobrego. Nieprzewidywalność, nagłe zwroty akcji to zdecydowanie znak rozpoznawczy tej produkcji, a przy tym jest to zrobione w taki sposób, że jesteś w stanie to kupić, jesteś w stanie w to uwierzyć. Kibicujesz złodziejom, przeklinasz samozwańczego bohatera i trzymasz kciuki, żeby stróże prawa dostali za swoje. Za szybko się skończyło i na piątą część będę faktycznie niecierpliwie czekać.

.

“NARCOS” – jak już zrobię listę najlepszych seriali, to ta produkcja będzie jedną z najwyższej stawki. Na początku kwietnia obejrzałam ostatni odcinek, kończąc tym samym zapoznawanie się z historią narkotykowych bossów z Meksyku, kartelu z Cali i Pabla Escobara. Mimo tego, że nie odwzorowali wszystkich aspektów dokładnie i czasem pokusili się o czysto serialowe wizje to jestem pod ogromnym wrażeniem tego co przygotowali. Jaki oni zrobili w tym serialu klimat, jak bardzo przenieśli moje wyobrażenie o Ameryce Południowej do naszych mieszkań, jak fantastycznie oddano postacie, złożoność ich charakterów, panujące absurdy i genezę tego co się dzieje teraz w tym regionie świata to ja, najprościej i najbardziej kolokwialnie mówiąc, nie mam pytań. Jeden z lepszych seriali inspirowanych prawdziwymi zdarzeniami, jaki widziałam.

.

DOBRA NUTKA DO WYSŁUCHANIA

.”Co O

Orkiestra online #wdomuzagrane – “Co mi Panie dasz” (arr. Adam Sztaba)

Są takie twory muzyczne, które mają w sobie tak wielki pakunek emocjonalny, że trudno to w jakimkolwiek stopniu opisać i sprowadzić w odbiorze do czegoś prostego. W kwietniowym przypadku jest tak z aranżacją utworu “Co mi Panie dasz” wykonaną przez orkiestrę pod batutą Adama Sztaby i artystów z polskiej sceny muzycznej. To co oni zrobili jest nie do opisania, tego po prostu trzeba wysłuchać i samemu to przeżyć.

.

Surf Mesa – I Love You Baby

Drugim odkryciem tego miesiąca jest cover ponadczasowego utworu “I love you baby”. Natknęłam się na niego takim przypadkiem, że większym to się chyba już nie da. Głośnik, który w swoim szerokim asortymencie gwarantowanych rzeczy ma również budzik, puszcza o określonej godzinie losową piosenkę z spotify i tym właśnie prostym sposobem któregoś poranka usłyszałam to wykonanie i się zakochałam. Na tyle mocno, że od tamtego czasu musze chociaż raz dziennie usłyszeć tę aranżację.

.

Florence + The Machine ” Light Of Love”

Boże co ta kobieta potrafi wywołać głosem.. ile emocji, ile dreszczy i ciarek na ciele. To jest niesamowite. Uwielbiam i pewnie uwielbiać będę, póki co zachwycam się ostatnio wypuszczonym kawałkim.

.

Jan Rapowanie ” Układanka”

Uwielbiam za pozytywny wydźwięk, którego można szukać zarówno w lini melodycznej, jak i w samym tekście. Usłyszałam po raz pierwszy w samochodzie i nie wiedzieć czemu podczas właśnie jazdy tym środkiem transportu najczęściej do niego wracam. Bardzo lubię podejście do życia, które się w tej piosence prezentuje, to nie spinanie tyłka, luz i ten uśmiech, który sam wędruje na ustach, gdy zabrzmią pierwsze nutki.

.

Quebonafide

No i płyta, którą rok temu bym się nawet nie zainteresowała, a która obecnie wywołuje we mnie szalenie wiele dobrych odczuć. Weszłam w to środowisko rapu przez mojego ukochanego, pozmieniało mi się muzycznie i bardzo się z tego rozszerzenia muzycznej percepcji cieszę. Płyta jest piękna, tak jak piękne potrafi być tylko mówienie o szczęśliwej miłości.

.

INTERNETOWE ODKRYCIA

.

Kwarantanna ma się w najlepsze, ludzie dalej spędzają czas przede wszystkim w czterech ścianach i starają się nie zwariować. Ja w swojej izolacji odnalazłam się zaskakująco dobrze. Sądziłam, że będę zdecydowanie mocniej tęsknić za ludźmi i za kontaktem z nimi, tymczasem obecne życie jeszcze nie wychodzi mi aż tak wielkim bokiem. Każdy jednak do tego podchodzi kompletnie inaczej, co pokazuje w swoim projekcie warszawki fotograf Marek Ogień. Rezultaty oglądać możemy chociażby na Instagramie. Sam pomysł bazuje na dwóch rzeczach. Na obrazkowym zapisie rzeczywistości, poprzez ukazanie warszawiaków w progach ich mieszkań oraz na drugim aspekcie, w którym to osoby przedstawione na zdjęciu, dzielą się swoimi przemyśleniami. Możemy poznać ich spojrzenie na koronawirusową codzienność. Bardzo podoba mi się to podejście do tematu, pokazanie, że mimo tego, że wszyscy jesteśmy różni, to pod niektórymi względami jesteśmy identyczni.

View this post on Instagram

Ada i Piotrek Jak wszyscy aktualnie próbujemy nie składać broni i jak najszybciej dostosować się do nowej sytuacji. Czy jest ona dla nas dramatyczna? Raczej nie, choć emocje bywają różne. Jest po prostu nowa i staramy się z tym szybko pogodzić. Nasz roczny kalendarz zawsze opieramy o terminy kolejnych podróży, dlatego dużym dyskomfortem psychicznym jest dla nas teraz brak możliwości zaplanowania czegokolwiek, w tym następnych wyjazdów. Nie mówiąc już o tych planach, które musieliśmy odwołać. Na co dzień Ada część swojej pracy wykonuje w domu przy komputerze, więc nie jest to dla Niej sytuacja absolutnie nowa. Niestety w związku z brakiem nowych zleceń bardzo brakuje jej zawodowych obowiązków. Największą przyjemnością w jej pracy są sesje i spotkania z ludźmi, dlatego po 2 miesiącach ciągłego siedzenia w domu powoli męczy ją już poczucie społecznej samotności. Ja jako fizjoterapeuta mam trochę psychiczną sinusoidę. Jednego dnia cieszę się, że nadal mogę pracować z pacjentami pilnie wymagającymi rehabilitacji. Mogę wychodzić z domu i nie czuć takiego codziennego odizolowania od innych, a wiem, że większość ludzi w swojej pracy nie ma dziś takiej możliwości. Kolejnego dnia dopada mnie jednak obawa, że pomimo restrykcyjnych środków ostrożności jednak ryzyko mojego zawodu w warunkach pandemii jest dość duże. #humansofwarsaw #ludziewarszawy

A post shared by Marek Ogien (@marekogien) on

.

NAUKA TO POTĘGA.

.

To przede wszystkim wejście w świat druku 3D, choć może wejście to zbyt wielkie słowo. Ja ledwo to wszystko poznałam, zobaczyłam jak działa, na czym się opiera, a teraz każdego dnia mam okazję zadziwiać się jak wiele rzeczy się do tego druku dostosowało i jak wiele dziedzin naszego życia już się pochyla w jego kierunku. Trzeba oddać, że to prawdziwie fascynująca sprawa i fakt, że drukuje się nie tylko samochodowe części, rzeczy codziennego użytku, buty, ale i znaleziono zastosowanie w medycynie i wprowadzaniu rzeczy do ludzkiego organizmu, budzi ogromny podziw. Człowiek potrafi wymyślić rzeczy niezwykłe, a potem je rozpowszechnić na tyle, że siadasz przed tym i myślisz sobie, “no przecież, to logiczne, do tego musiało dojść.”

.

WIELKIE POWROTY.

.

Czwarty miesiąc roku okazał sie czasem idealnym, aby zacząć realizować styczniowe postanowienie i pochylić się na nowo nad działaniem fotograficznym. Odrzuciłam te swoje pierdoły o twórczym załamaniu i braku weny na cokolwiek. Skupiłam się na tym, że mi po prostu tęskno za zdjęciami, za zapisami codzienności i zatrzymywaniem wspomnień. Odkurzyłam więc aparat, przeprosiłam go niezwykle szczerze i daję nam drugą szansę. Zobaczymy co z niej wyjdzie, nie ma tu żadnej presji. Czasami dobrze jest wrócić do rzeczy, które odkładaliśmy, ignorowaliśmy, a które jednak stale nas wołają.

Kwiecień minął różnie, za chwilę siadam z kartką papieru i wypisuje co zamierzam wypracować, zrobić czy osiągnąć w nadchodzącym maju. Zobaczymy czy chociaż on będzie bardziej ułożony.

.Te teksty również mogą Cię zainteresować:

.

Te teksty również mogą Cię zainteresować:

  • Migawki tygodnia – czyli cykl fotograficzny z zapisami najróżniejszych chwil z ostatnich siedmiu dni.

.

Trzymaj się i do następnego!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o