Kogo kochać przede wszystkim?

Byłam dzisiaj na Tumskim Ostrowie, które słynie z tego, że tam pięknie, a jedna z prowadzących do niego dróg wiedzie przez most. Most miłości, most zakochanych obwieszony miliardem kłódek. Tak przytłoczony ciężarem tego pięknego uczucia, że planowane jest usunięcie wszelkich ciężarków. Dowód na to, że i kochać trzeba z głową.

Jak to Włodek Markowicz zauważył na początku swego kropkowego dzieła, nie mamy pojęcia ile historii jest w takich kłódkach zamkniętych, ile pocałunków, uśmiechów, ile płaczu i rozczarowań? Ile par darzy się miłością tak silną jak ten kawałek metalu miał symbolizować? Ile związków jest faktycznie szczęśliwych, a ile trwa tylko z wygodnego przyzwyczajenia? Nie mamy pojęcia jak do ich powstania doszło, ani co dzieje się z nimi dalej, o ile dzieje się cokolwiek. 


Na tym samym moście, na wysokości wzroku ktoś czarną farbą nakreślił dwa słowa i to wcale nie tak oczywiste jakby mogło sie wydawać i nie te, które jako pierwsze przyszły Ci do głowy. Ktoś bezczelnie kazał tam kochać siebie. Trudno wyczuć czy na przekór tej obscenicznej związkowej miłości, która w tamtym miejscu akurat wylewa się z każdego miejsca czy może jednak ze świadomości, że to od miłości własnej bierze się jakakolwiek miłość inna. 

Odmawiając sobie samemu prawdziwej miłości własnej odmawiamy sobie tak naprawdę jakiejkolwiek miłości. Przeczytałam to gdzieś w jakieś książce. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej się z tym zgadzam i podpisuję rękami, nogami i nawet cyckami bym się podpisała, gdybym miała je większe. 


Ludzie, zwłaszcza przedstawicielki płci piękniejszej w naszym kraju, mają chyba jakąś wadę techniczną i na taśmie produkcyjnej bóg im w większości wgrał złe oprogramowanie przez które masa z nich teraz stawia w tej piramidzie miłości najwyżej swojego mężczyznę albo dziecko, a czasami i matkę, ojca, sąsiadkę i drzewo, wszystkich, tylko nie siebie.


Trudno o tym pomyśleć, a jeszcze trudniej sobie to wyobrazić, ale jednak nie da się ukryć, że był i taki czas kiedy ja własną miłość do swej osoby wysłałam w krzaki i to nie dla jej przyjemności, a żeby mi po prostu dała więcej czasu na coś innego. Nie było to mądre, a nawet było to głupie. Czegoś jednak nauczyło, a i przy okazji dało prawo do świadomego i pewnego wypowiadania się w tym temacie. 


Gdzieś indziej kiedyś wyczytałam, a może usłyszałam, nie mogę tego w tym momencie jednoznacznie stwierdzić, że jedną osobą, która będzie przy nas zawsze jesteśmy my sami. To tak w klimacie tego podjeżdżającego pociągu, wsiadających i wysiadających ludzi, którzy jadą z nami różne dystanse i gwarantują nam różnorodne doznania, a jedyne co jest z nimi pewne, to fakt, że zawsze nas czegoś uczą. No, o ile chcemy się uczyć, bo przecież są i tacy, co jadąc do Egiptu, stając po raz pierwszy pod piramidą stwierdzają, że na zdjęciach w folderze wydawała się większa i na tym kończą swoją refleksję. Tyle by to było z poszerzania wiedzy. 


Jeżeli więc życiowym pewniakiem jesteśmy my sami to czemu do jasnej anielki nie kłaść największej uwagi na siebie samego? Tak, w pewnym sensie chodzi o egoizm. 


O jego piękną i ogromnie potrzebną odmianę zdrowego skupienia na sobie samej. Faceci mają to opanowane do perfekcji i nie żebym tutaj w jakiegokolwiek z panów godziła. Ja ich za to podziwiam. 


Normalnością powinno być niezależnie od płci znanie samego siebie, poświęcanie sobie uwagi, pozwalanie sobie na czas z samą sobą. Lecąc górnolotnie na delektowanie się swoją obecnością i tym jakim jest się człowiekiem. Wystarczy się na początek zaakceptować, trochę siebie posłuchać, do kina zaciągnąć i przeżyć to co sie widziało, wybudować solidne fundamenty przyjaźni, a jak wiadomo od niej najłatwiej i moim zdaniem najpiękniej trafić do miłości. 


Tylko sprawa najważniejsza, jak już ją masz, jak udało Ci się to uczucie wybudować i dość stabilnie ustawić to o nim nie zapominaj, nie traktuj jak pewnik. Miłość niepielęgnowana, jak te wszystkie zielone badylki, usycha i tyle z niej zostaje co nic. 


Im dłużej zapoznaje sie z tematem i im więcej zapełniam nim szufladek w mózgu, tym częściej odnoszę wrażenie, że miłość społecznie traktowana jest jak lekarstwo na własne emocjonalne kalectwo. Partner obdzierany jest z roli partnera, a na siłę wpychany we wdzianko terapeuty, gwaranta lepszej przyszłości, specjalisty od nas samych co to on najlepiej wie jak z nami trzeba postępować, żeby nasze, NASZE zamierzenia zrealizować, tak jakby co najmniej miał do nas pilot i instrukcję od stwórcy. 


Nie wiem czy faceci to mają rozbudowane, ale babki na pewno wskoczyły w takim poczuciu na poziom ekspert. Oczywiście, nie każda, nie ma co generalizować, na szczęście z tego da się wyjść i wcale nie trzeba na to umierać.


Budowanie jakiegokolwiek uzależnienia od kogokolwiek z jakimkolwiek intencjami jest bynajmniej nieracjonalne.
Na całe nieszczęście to my sami ze sobą spędzamy najwięcej czasu, tak w sumie to nie odstępujemy się na krok przez całą naszą mniej lub bardziej szczęśliwa egzystencję, można więc niezbyt ryzykownie stwierdzić, że powinniśmy wiedzieć o sobie najwięcej, znać się jak łyse konie i beczki po soli zbierać w piwnicy. Ba! Można by zaryzykować stwierdzenie, że powinniśmy się lubić, skoro już tyle czasu razem spędzamy, a w temacie tego wpisu to i kochać.
Swoją drogą to każda romantyczna dusza marzy o takim uczuciu. O relacji, która opiera się na ciągłym spędzaniu ze sobą czasu i ciągłym ubolewaniu, że tego czasu jest tak mało. Szukamy tego u innych, a jak się patrzy, każdy to dostał w pakiecie startowym i to wersji indywidualnej.

Jak się nauczy człowiek z tego korzystać, to pakiet premium jest kosmosem, uzyskiwanym drogą gratisu. Mimochodem. Niesamowity partner, cudowny z nim związek, wspaniali przyjaciele.. zero problemów z poczuciem własnej wartości i niepotrzebnych pierdół mogących zniszczyć jakaś reakcje. Znajomość siebie, daje pewność siebie, a ta gwarantuje niezależność, która pozwala nam z kimś być bo chcemy, a nie być bo musimy.


Osobą, która ma Cię kochać najmocniej, która ma znać rozwiązania na Twoje problemy, wiedzieć co Cię rozwesela, gdy sięgasz dna smutku i jak Cię ustawić do pionu.. w pierwszej kolejności jesteś Ty, potem ktokolwiek inny.

Trzeba znać siebie, żeby móc dać poznać się innym.
Trzeba kochać siebie, żeby dać pokochać 
się drugiemu człowiekowi.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Kogo kochać przede wszystkim? -– słów kilka o traktowaniu siebie z należytą miłością. […]