Jaki był ten maj?

Maj z całą pewnością jest jednym z moich najbardziej ulubionych miesięcy w roku. Jeszcze więcej słońca, jeszcze więcej zieleni. Życie jest faktycznie w pełni. Człowiekowi jakoś tak lżej na duszy. I choć głoszę opinię, że w każdych okolicznościach można znaleźć powody do radości, to te majowe wydają się być po prostu ku temu stworzone.

.

CO TAM FAJNEGO SŁYCHAĆ?

.

Początek miesiąca spędziłam w rodzinnych stronach przebywając tak wiele blisko natury jak się tylko dało. Przesiadywałam dnie czytając książkę na trawie, biegając z aparatem po łące i podążałam z moim psim towarzyszem śladem innych zwierząt. Zachwycałam się kolorem nieba, intensywnością koloru rzepakowych pól i spokojem jaki panował podczas zachodu słońca nad brzegiem jeziora. Od zawsze jestem zakochana w stronach Polski z których pochodzę, ale teraz ta miłość nabrała innego wymiaru. Dostrzegam więcej rzeczy, wyłapuję wiele różnic i trochę jest mi przykro, że nie obserwuję tego na codzień jednocześnie w pełni zdając sobie sprawę, że w szarym dniu wcale bym ich nie odnotowała.

.

.

Po powrocie do Wrocławia zadziała się rzecz fantastyczna, która jest wynikiem uroczej niespodzianki, która prawdę rzecz mówiąc nie miała mieć miejsca. Zostałam posiadaczką roweru i uwierz, że nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak ogromnie się z niego ucieszyłam. W domu na rowerze jeździłam bardzo wiele, zwłaszcza w okresie letnim. To był mój główny środek transportu na bliższe dystanse, bardzo wiele jeździłam też po prostu z rodzicielką po okolicy, ot tak w celach relaksacyjnych. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że będzie mi go w ogóle w mieście brakować, a potem gdy już do mnie dotarło, że jednak bym chciała, że to by wiele dobrego przyniosło i że ogólnie byłoby super, to pojawiły się problemy natury technicznej, a to zbyt mały pokój na przetrzymywanie roweru, budynek bez windy i mieszkanie na najwyższym piętrze, brak piwnicy i stojak przed klatką taki, że w sumie można by było ten rower stawiać bez niczego. Wyszłoby lepiej. No i dłużej mieszkający nakarmili mnie historiami, jak to rowery szybko się rozchodzą w rękach wrocławskich złodziei. Rozsądniej było poczekać. Na początku tej wiosny temat do mnie wrócił, sytuacja się nieco zmieniła i posiadanie roweru zaczęło mieć sens. Trochę o tym mówiłam, trochę zaczęłam poszukiwania, trochę nadałam temat człowiekowi bardziej obeznanemu w temacie. Koniec końców więcej niż trochę zdziwiłam się, gdy przywitał mnie, gdy weszłam do mieszkania. To była cudowna niespodzianka. Niesamowite jak wiele nowych miejsc już odkryłam i jak bardzo poprawiła się moja topografia.

Maj to też czas kiedy moje uczelniane zajęcia zdalne dalej wyglądały dość zabawnie i kiedy zdarzało mi się podczas nich zasnąć, ale to też moment kiedy ponownie, właśnie przez studia, wrócił do mnie temat grafiki. Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie i czy wyjdzie coś w ogóle, ale prawdę jest, że coraz więcej czasu zaczynam poświęcać takim zagadnieniom.

Tak samo zresztą jak organizacji i faktycznemu działaniu. Jestem mistrzem planowania, to bez dwóch zdań. Zdecydowanie gorzej ma się jednak sprawa z wprowadzaniem tego wszystkiego w życie, a biorąc pod uwagę fakt, że jestem cholerną perfekcjonistką, możesz domyślić się jak wiele może wywołać to w moim przypadku zbędnej irytacji i niezadowolenia. Temat rozprawienia się z tym na dobre przewija się w moim życiu już od dawna. Nie raz obiecywałam sobie, że oto teraz zaprę się, na rzęsach stanę i koziołki będę fikać byleby się udało i żeby faktycznie to zorganizowanie stało się moją drugą naturą. Bezskutecznie. Daleko mi do ideału, do tego co chcę osiągnąć. Plus jednak jest tego wszystkiego taki, że się nie poddaję, że czytam, szukam na siebie dalej sposobu. Teraz w Klubie Pań Swojego Czasu, do którego właśnie w maju dołączyłam. Ola Budzyńska robi kawał świetnej roboty i już udało się jej zmienić moje spojrzenia na niektóre tematy. Jak będzie dalej i czy będzie współwinna mojej potencjalnej faktycznej organizacji? Przekonamy się.

.

.

Pod względem blogowym to był bardzo słaby miesiąc. Zrealizowałam tylko jedną notatkę audio, co jest o tyle dziwne, że mam naprawdę wiele frajdy przy realizacji tego pomysłu. Wpisów w tej mojej internetowej przestrzeni pojawiło się niewiele, nie wspominając o zerowym działaniu na fanpage. Prawdę mówiąc robiłam wszystko i nie do końca w tym było cokolwiek z rzeczy, które robić powinnam. Nawet z mieszkaniowych pierdółek wiele tematów wisi, a ja po raz kolejny przepisałam w miesięcznych celach chociażby wywołanie zdjęć. Boję się liczyć, który to już raz. Udało mi się za to zakupić kwiatki na balkon i teraz pozostaje jedynie trzymać kciuki, aby okazały się faktycznie takie odporne na wszystko, jak mi obiecywano i żeby się nie zmarnowały.

W ostatnim miesiącu wiosny przyszła też pora na upieczenie mojego trzeciego tortu w życiu. Jaką ja mam z tego frajdę, jak się okazuje, że jeden wychodzi lepszy od drugiego i że naprawdę wszystkim bardzo smakuje. Biorąc poprawkę na to, że ja nigdy się nie trzymam ściśle przepisów i zawsze coś robię po swojemu, kombinując, sprawdzając i eksperymentując, to całkiem miła wiadomość.

.

MIEJSCA KTÓRE WARTO ODWIEDZIĆ

.

Z fajnych miejsc, w końcu można o czymś wspomnieć, bo oto wraca życie do normalności i kwarantanna odchodzi w zapomnienie. Bardzo szybko zapomnieliśmy o tym całym wirusowym zamieszaniu i w jakimś stopniu jest to zadziwiające. Kwarantanna, kwarantanna i po. I tylko stolik ustawione w większych odległościach w restauracjach i przerażająco puste korty od squasha w jakikolwiek sposób przypominają o tym co tak wielu nie pozwalało zasnąć dwa miesiące temu. Wracając jednak do miejsc. Bardzo się ucieszyłam, gdy moje ukochane Ragu wróciło do zwykłego funkcjonowania i gdy mogłam zjeść tam swoje ulubione truflowe gnocchi. Równie mocno ucieszyłam się z ciepłej pizzy w Pizzeri Si i z otwarcia najlepszych lodów w tym mieście, w lodziarni Roma. Tuż po otwarciu na nowo miejsc restauracyjnych skorzytsałam też z okazji odwiedzenia jednego z najbardziej obleganych lokakali w mieście i chociaż gnocchi w Vaffa Napoli w moim przypadku okazały się być przesoloną porcją, to nie mogę odmówić klimatu tego miejsca i jeżeli zdarzy się jeszcze kiedyś okazja do tego, aby wejść tam bez wyczekiwania w długiej kolejce, to wrócę na ich legendarną pizzę. Co ciekawe dopóki nie usiadłam przy restauracyjnym stoliku nie wiedziałam, że mi faktycznie tego wychodzenia na miasto brakowało. Trochę się zdziwiłam po pierwszym wyjściu, że aż tak bardzo.

Pozostawiając przestrzenie w których można cokolwiek zjeść, bo dziwnym trafem właśnie te przyszły mi pierwsze do głowy myśląc o minionych trzydziestu dniach, w pewien z weekendów spakowaliśmy się i w czteroosobowym składzie zdobywaliśmy jeden ze szczytów Korony Sudetów. Niech Cię ta poważna nazwa nie zmyli, to nie szczyty na miarę Kilimandżaro, a całkiem przyjemne wzniesienia, jedno z nich – Borowa Góra, jednak dobitnie mi pokazało jak w słabej kondycji jestem i jak bardzo trzeba nad nią popracować.

.

.

RZECZY, KTÓRE POLECAM DO OGLĄDANIA I WYSŁUCHANIA

.

Siedząc w domu miałam przekonanie, że całkiem nieźle tę izolację znoszę i zastanawiałam się jak to możliwe, że akurat mi nie brakuje ludzi. Cieszyłam się ze spokoju, z wolniej płynącego czasu i denerwowałam na przesypiane poranki. Niektóre dni sprzedałam hiszpańskiemu serialowi, który puściłam kiedyś przez przypadek, a który bardzo szybko mnie pochłonął. “Uwięzione” okazały się kolejną pozycją z iberyjskiego półwyspu, którą oglądąło się z zapartym tchem, nie wiedząc kiedy mija czas. No może z wyjątkiem drugiego sezonu, który mi się dłużył, był nudny jak cholera i przy którym stwierdziłam, że ja jednak podziękuję. Tyle, że mój ukochany postanowił jednak zobaczyć jak to się dalej rozwinie. Siłą rzeczy oglądałam i ten drugi sezon jednym okiem, a gdy rozpoczął się trzeci wróciłam do tematu w pełnym zaangażowaniu. Hiszpańskie produkcje są teraz u mnie w głównym kręgu zainteresowania i chcę obejrzeć ich zdecydowanie więcej.

Zakochałam się w polskich piosenkach wykonywanych w innych aranżacjach. Śledziłam #hot16challange2 i sprawdzałam nowe podcasty. Z tych ostatnich powstanie oddzielny wpis pod koniec czerwca.



#hot16challange2 okazał się być esencją kreatywności i krótkiego trafnego podsumowania naszej rzeczywistości. Wiele stworzonych kawałków w ramach tego wyzwania przypadło mi niezwykle do gustu. Nie będę jednak wstawiać wszystkich, a trzy pierwsze, które jako pierwsze przyszły mi do głowy.

.”

JAK WYGLĄDAJĄ CELE NA NASTĘPNY MIESIĄC?

.

  • Z całą pewnością zaliczenie wszystkich przedmiotów na studiach i zamknięcie za sobą drugiego roku. Istnieje sporo ryzyko, że to dziennikarstwo, to będzie ten kierunek, który w końcu skończę.

  • Wywołać te nieszczęsne zdjęcia do albumów i do ramek w domu.

  • Wprowadzić język angielski do swojego życia, na nowo. Bo tęsknie za nim bardzo. Pan Paweł w czasach liceum rozbudził miłość do angielskiego, która choć zaniedbana, dalej we mnie jest i domaga się opieki.

  • Założyć ziołową doniczkę na balkonie. Tak, żebym mogła podczas gotowania korzystać ze świeżych przypraw. Mięta sprawdza się fantastycznie, czas rozszerzyć uprawę.

  • Działać na blogu zgodnie z planem i nagrać więcej niż jedną audio notatkę.

  • Zacznę się też w końcu odżywiać tak jak należy. Wprowadzę jakąś regularność na nowo w te swoje posiłki i podejdę do nich z większą odpowiedzialnością.

.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o