Gelsenkirchen

Nieurządzony, dopiero co wynajęty pokój okazał się być znowu tylko bazą postojową. Z jednej walizki do drugiej. Wczesna pobudka następnego dnia, łatwione w biegu ostatnie tematy, zniesmaczenie czyimś zachowaniem i można stwierdzić, że byłam gotowa.. godzinę przed czasem. Mama jeszcze o tym niesamowitym wydarzeniu nie wie, ale jak się dowie to będzie dumna. Szkoda, że nie wyszło to z mojej inicjatywy. Może następnym razem. 

Godzina 12:00 widzę pierwszy raz na oczy mój środek transportu. Godzina 12:02 stwierdzam, że campery to zdecydowanie fantastyczny wynalazek i łapię bakcyla przygody. Wrzucamy bagaże do środka, rozpakowujemy zabrane jedzonko i ruszamy po resztę ekipy. Chwila moment i mamy jechać dalej. Godzina 15:00 w końcu wyjeżdżamy z Wrocławia. Do przejechania ponad osiemset kilometrów, mnie zasiedziałą już zbyt długo w jednym miejscu każdy kilometr cieszy jak cholera. To nic, że naturalnie słońce ustępuje nocy i że znaczną część podróży przejeżdżamy nie widząc zbyt wiele. Chodzi o sam nieuchwytny aspekt podróżowania. 

Na miejsce docieramy około pierwszej w nocy. Miejsce zmienione. Jedno pole kempingowe wymienione na inne, takie bardziej swojskie, gdzie właścicielką jest pani Basia, Polka co to do Niemiec wyjechała w wieku lat szesnastu i jest tak barwną postacią, że jak już napiszę ten swój literacki bestseller to ją uczynię niewątpliwie jedną z tych bohaterek, co to zawsze rozluźniają sytuację.  

Ośrodkowi przydałby się remont i ogólnie wprowadzenie jakieś porządnej aktualizacji. Miejsce z potencjałem ogromnym, nad rzeką, w mega przyjemnej lokalizacji lekko zatrzymało się w czasie, jednak dzielnie dalej przyciąga do siebie ludzi przede wszystkim swoimi kajakarskimi aspektami. 

W stołówce proporczyki związków kajakarskich, między innymi z Polski. W przejściu między pokojami kolejny, wiekowy z orzełkiem bez korony. Człowiek niby na obczyźnie, a jednak może kawał własnej historii doświadczyć. 

Śpimy w kamperze, jemy w kamperze, gotujemy różnie, myjemy się w ośrodku, imprezy rozkręcamy tam gdzie do tego najodpowiedniejsze miejsce. 

To jest to co uwielbiam w tych szkoleniach, że jedziesz kilkuosobową ekipą, a nagle pojawia się tych ludzi wokół Ciebie zdecydowanie więcej i z każdym możesz porozmawiać, pośmiać się, powygłupiać. Każdy jest do Ciebie życzliwie nastawiony i otwarty na to co może się wydarzyć. Ludzie zarywają nocki, gadają ze sobą do 2. w nocy, cieszą się swoim towarzystwem, żeby następnego dnia w największym skupieniu wziąć udział w przygotowanych panelach i czerpać z nich garściami. 

Fenomenalna sprawa. 

Samo szkolenie przygotowane było z tak wielkim rozmachem, że jak sądziłam w tamtym roku, że nic mnie na tego typu wydarzeniach nie zaskoczy tak w tym stwierdziłam, że nie ma co wygłaszać takich poglądów. 

Skala tego co się dzieje jest przeogromna, a mnie zastanawia co ludzie z taką wizją zrobią dalej, bo to, że zrobią jest pewne. 

Równie mocno zastanawia mnie jak to jest, że mając jakąś niepowtarzalną informację, dostarczoną do nas bezpośrednio i dostrzegając jej rezultaty u innych nie potrafimy z niej skorzystać, biernie się przyglądając. Niby chcemy, a jednak nic nie robimy.

Przez całe te fantastyczne cztery dni swoją życiową przestrzeń dzieliłam z ludźmi niezwykle przedsiębiorczymi, z osobami, które potrafią dojrzeć coś więcej w zwykłych czynnościach, z istotkami, które swoje życie chcą kierować w innym kierunku niż się to utarło i które podejmują działanie, aby faktycznie to zmienić. 

Obserwowałam ich na każdym możliwym kroku, słuchałam tego co mówią, rejestrowałam jak się zachowują. Jakkolwiek różnorodni by nie byli i w jak różnej gałęzi biznesu by nie działali wszystkich łączyła prawdziwa wiara w to co robią i frajda, którą z tego czerpali. 

Schemat się powielił. Schemat znów jest ten sam. 

Tyle się słyszy od tych powszechnie uznanych ludzi sukcesu, że jeżeli kocha się to co się robi, to nie przepracowuje się nawet jednego dnia, a osiąga się rzeczy spektakularne.. tyle się słyszy, a tak mało się to powiela. 

Ludzie na scenie byli mniej lub ogromnie bardziej powszechnie znani. Był chłopak, którego nazwisko większości z czytających nic nie powie, a który wybudował sobie życie takiej jakości, o której większość ludzi deklaruję się, że marzy. Przy swoim wystąpieniu był tak pełen pasji, zapału i mocy, że człowiek sam podrywał sie z krzesełka, a on nawet w założeniu nie motywował do działania. 

Byli ludzie tacy jak Pitbull, którego historię dopiero wtedy poznałam i który może nie przekonał mnie do siebie całkowicie, ale który dość mocno podkreślił to co stwierdziłam jakiś czas temu. Okazje są wszędzie.

” Dzisiejszy hip-hop jest komercyjny. Nie jest tym, czym był kiedyś, ale wiesz.. musisz być biznesmenem. Musisz podnieść te pieniądze.”

Pitbull podnosi je doskonale. Osobiście odnoszę wrażenie, że w tym momencie przede wszystkim jest przedsiębiorcą, dopiero później raperem. To co mówi idealnie współgra się z tym co robi, z jego własną marką ubrań czy wódki, reklamami w których bierze udział, możliwością nagrania z nim piosenki za odpowiednią kwotę.. można to pochwalać, można to negować, można się temu przyjrzeć i zaczerpnąć to co najlepsze dla siebie.

Niewątpliwą gwiazdą i zapewne dla wielu głównym powodem do wizyty w samym Gelsenkirchen był Tony Robbins. Jedyny człowiek, którego ja niezmiennie od kilku lat obserwuje i którego na tym samym stałym poziomie podziwiam. To co ten facet robi i jak to robi to jest czysty kosmos. Kosmos oparty na podstawowych prawdach, które każdy może sobie przyswoić i wykorzystać. To jeden z typu tych ludzi, któremu coś kiedyś nie pasowało we własnym życiu, poszukał rozwiązania, a teraz jest w kompletnie innym miejscu i tą historią dzieli się z każdym kto chce słuchać, w wielu przypadkach wskazując ludziom co mogą zrobić, żeby zmienić i swoją egzystencję. Mimo tej całej typowo amerykańskiej otoczki daleko mi do stwierdzenia, że to guru motywacji, coach do działania. Tony Robbins to nieco odmienna liga, inna jakość, którą jeżeli się dojrzy pomiędzy jednymi podskokami, a drugimi, nie sposób pominąć. 

Ja gościa uwielbiam. Po jego wystąpieniu spodziewałam się wiele, naprawdę wiele. Takie już jest przekleństwo wyrobienia sobie prawdziwej, niezłomnej, silnej marki – oczekuje się od Ciebie wtedy ogrom i mi ten ogrom został zapewniony. 

Trzy i pół godziny tamtego dnia minęły jak pstryknięcie palców. Skakałam, krzyczałam i śmiałam się w najlepsze, zarazem ucząc się czegoś o wiele ważniejszego. 

Robbins robi fenomenalną rzecz na tych swoich wykładach, szkoleniach, seminariach czy jakkolwiek tego by nie nazwać. To czego uczy wprowadza w życie, ale nie tylko swoje, wprowadza ludzi w ten stan którego chce ich nauczyć, po który się w sumie do niego idzie, a później mówi Ci ” Patrz, to faktycznie miało znaczenie. Jak się teraz czujesz? Co możesz teraz osiągnąć?” Jeżeli człowiek spotyka się z tym po raz pierwszy to otwiera buźkę ze zdziwienia jak bezczelnie został załatwiony, uśmiecha się  i ma jeszcze większą wyciągniętą naukę na przyszłość. 


” Powiedz mi, a zapomnę,
Pokaż mi, a zapamiętam, Pozwól mi zrobić, a zrozumiem.”

Dokładnie tak to u Tonego działa. Osobiście wyposażyłam się w kilka książek jego autorstwa, żeby być precyzyjnym to prawie we wszystkie, a teraz wrzesień ogłosiłam sobie miesiącem Robbinsa w swoim literackim życiu. Przeczytam, wprowadzę w życie, zobaczę co wyjdzie, a później poddam ocenie.

To też mocno było podkreślane na tym ogromnym wydarzeniu. Nie ma co wierzyć na słowo, trzeba samemu zakasać mniej lub bardziej rękawy i sprawdzić co też w trawie piszczy i czy piszczenia jest warte. 

Event za rok ma swoją powtórkę, dla mnie jasne jest bardziej niż słońce, że tam będę i równie oczywistym jest, że zabiorę tam ze sobą masę osób. To wydarzenie jest warte przeżycia.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Szkoliłam się u Tonego Robbinsa – przechodziłam już różne fascynacje rozwojem osobistym, obserwowałam działania wielu mniej i bardziej znanych czy lubianych, koniec końców wielu z nich porzuciłam. Pozostał Tony Robbins, który w tym momencie jest moim jedynym źródłem wiedzy w tym temacie i którego niezmiennie, od początku swojej przygody z zagadnieniami świadomego rozwoju, szanuję tak samo za wiedzę i podejście do tematu. […]