Czy marzenia można podzielić na lepsze i gorsze?

Słownik języka polskiego marzenia zamyka w stwierdzeniu, że ” jest to ciąg obrazów powstający w naszej wyobraźni. Odzwierciedlający człowiecze pragnienia. Często nierealne”

To chyba właśnie ta ostatnia część zapewnia marzeniom tak wiele dyskusji i kontrowersji, a zarazem odrywa wszystko od pojęcia normalności. Z moich obserwacji wynika, że tak na dobrą sprawę podejście do tego tematu można rozdzielić na dwa zasadnicze nurty.

Siedzieliśmy pod drewnianą altanką, był środek lata, a my już tradycyjnie spędzaliśmy kolejny wolny dzień w swoim towarzystwie. To były piękne wakacje, pełne prób samodzielności, działań upewniających nas samych w dorosłości i rozmów wypełnionych po brzegi rozważaniami na temat szczęścia w życiu i marzeń. Wieczór był ciepły i przyjemny. Obok na grillu powstawały zapachy, które już zawsze będą dla mnie oznaką tamtej beztroski, a my z owocowymi, mniej lub bardziej alkoholowymi trunkami, dyskutowaliśmy o planach na przyszłość, o życiach jak ze snów, o tym czego chcemy dokonać. Dla jednych niektóre rzeczy były czymś oczywistym, u innych wywołały lekki spięcie pleców. W tej sierpniowej atmosferze, ktoś usłyszał, że te jego plany raczej nie są realne i że zawsze był trochę oderwany od rzeczywistości, że czas spojrzeć na życie trzeźwym okiem, a ktoś inny w zamian mierzył się ze stwierdzeniem, że nałożył na siebie zbyt wielkie ograniczenia i brak mu odwagi. To była spokojna, przyjacielska rozmowa, o ważnych rzeczach. To wtedy właśnie pod niebem pełnym gwiazd poznaliśmy swoje granice wiary w to co możliwe.

Jedni twierdzili, że wszystko jest kwestią odpowiedniego spojrzenia, nabrania dystansu, zamienienia marzeń w pragnienia i cele. W pozbycie się tego określenia o nierealności, zapomnienia, że istnieje i skupieniu się na tym, żeby to co zrodziło nam się w głowie, przekształcić w naszą rzeczywistości.

Drudzy oponowali, że w tym jest piękno marzeń, że zawierają w sobie właśnie ten pierwiastek oderwania, nierealności, że są czymś co nie spotyka nas na codzień i co jest czymś o czym możemy sobie rozmyślać, ale życie dzieje się tu i teraz, i żadne latanie z głową w chmurach nie jest odpowiedzią na problemy codzienności.

Jak to się jednak mówi diabeł tkwi w szczegółach i druzgocąca prawda jest taka, że dla jednych marzeniami jest podróż w kosmos i zasiedlenie Marsa, a dla drugich założenie szczęśliwej rodziny i domek gdzieś na Mazurach. Jedni opierają się na wielkich wizjach artystycznej kariery, stadionach wypełnionych po brzegi tłumem fanów, a jeszcze inni tym, żeby codziennie móc zjeść posiłek. Dla niektórych to samochody w tunelach powietrznych, dla drugich kilka dni we Włoszech. Do jednego worka wrzuca się podróż dookoła świata, zbudowanie globalnej marki, posiadanie dobytku przeliczonego na miliardy banknotów, pragnienienie bezpłodnej kobiety o posiadaniu dziecka, drewnianą chatkę z dala od ludzi, dach nad głową, brak oprawcy i wrządzanych przez niego krzywd, założenia schroniska dla porzuconych zwierzaków, poprawę ekologicznej sytuacji świata czy dostarczenie możliwości edukacji tym, którzy nie mają jej na codzień. Zestawiamy wizje Elona Muska i nasze wyobrażenia na temat wymarzonego życia i tego co chcemy w nim osiągnąć. Ja w swoim wcale nie chcę skolonizować Marsa i szczerze mówiąc mój wkład dla przyszłych pokoleń zamyka się w sumie w segregacji śmieci. To jednak nie znaczy, że moje pragnienia są gorsze, nie znaczy też, że są lepsze. Są po prostu moje, a ich skala nie powinna być w żaden sposób oceniania. No bo co jest środkiem porównawczym, do czego się tutaj mamy odnieść?

Przyzwyczailiśmy się do tego, że marzenie samo z siebie musi być ambitne, musi być wielkie, wzniosłe i doniosłe. Umniejszamy wszystkiemu temu co nie wydaje nam się być wystarczająco wielkie i generalizujemy. Dla wszystkich stosujemy jedną miarę, a później mamy czelność mówić, że coś jest realne, albo nie i że trzeba żyć teraźniejszością, a nie jakimiś chorymi wyobrażeniami. Tylko, że to co dla jednych może być pragnieniem, dla innych może być codziennością. To co teraz wydaje się nierealne, dla kogoś innego jest motorem do działania. Czy my naprawdę wiemy gdzie jest granica realności każdego człowieka na Ziemi?

Nie. Znamy tylko swoją i to na jej podstawie stwierdzamy to co stwierdzamy. Marzenia nie mają swoich rozmiarów, nie ma dużych marzeń i małych, nie ma ambitnych i bezwartościowych, takich z których trzeba zrezygnować i takich, które są dopuszczalne na liście spełnienia. Marzenie to marzenie. To nasze wewnętrzne pragnienie. Czasem załatwiane od ręki, czasem wymagające nieco więcej czasu i pracy. Wszystko zależy od nas samych, od tego w jakiej jesteśmy sytuacji, jakimi środkami dysponujemy, jak bardzo jesteśmy uparci w osiąganiu celu i jak bardzo w to co sobie wymyśliliśmy potrafimy uwierzyć.

To kwestia tego czy potrafimy sami przed sobą przeistoczyć wolną myśl, zrodzoną gdzieś kiedyś w wyobraźni, w plan działania. Nie ma znaczenia co chcesz zrobić, co chcesz osiągnąć, wszystko opiera się na tym, że musisz wiedzieć co Cię czeka, co trzeba zrobić, co trzeba pokonać, zgromadzić, czego trzeba się nauczyć. Jeżeli będziesz w tym wszystkim widziała wartość, jeżeli wyliczony wysiłek będzie dla Ciebie odpowiednim kosztem do poniesienia, aby osiągnąć to co zrodziło Ci się w głowie, to to zrobisz. Jeżeli nie, zrezygnujesz.

Jakiś czas temu dość mocno interesowałam się wszystkim co związane było z MLM-ami. Obiecywano mi tam na każdym kroku wielkie pieniądze, jeżeli tylko włożę swoją pracę. Jeżeli przez jakiś czas będę zapindalać jak maszynka to mogę mieć wszystko co tylko zechcę. Dochód pasywny i świat u stóp, drzwi otwarte do realizacji swoich marzeń. Po czym pokazywano mi niebotycznie bogate wille z pięcioma basenami, każdy wielkości boiska piłkarskiego, prywatne samoloty, jachty, limuzyny i szybkie samochody. Mówiono o podróżach dookoła świata, wyspach na własność i możliwościach jakie nie stoją przed szarym człowiekiem. Przedstawiono wizję marzeń, które utarły się w naszej kulturze. Wiesz jaki w tym wszystkim był jednak problem? Ja nigdy o tym nie marzyłam. Mi wystarczy dom, w którym będę miała do kogo się przytulić i w którym będzie czuć się miłość i zaufanie po przekroczeniu progu. Samolotami latać nie lubię, dookoła świata wolę podróżować tak, żeby móc spotkać zwykłego człowieka niż w zamknięciu dwudziestogwiazdkowych hoteli… to jest moja wizja marzeń. Mam swoje pragnienia, swoją wizję życia, ale nie jest ona taka o jakiej się najczęściej myśli. Jest inna. Obie są super, niech tylko będą dopasowane do odpowiednich ludzi.

Zastanawiałam się kiedyś czy jest człowiek na ziemii, który nie ma żadnych marzeń i doszłam do dość oczywistego wniosku, że nie ma. Marzenia, to podkręcone pragnienia, a te ma każdy. Czasem po prostu nie zdając sobie sprawy, że to co sobie wymyślił na przyszły rok czy kolejnych 50 lat swojego życia się w tej marzycielskiej definicji zamyka, ale to przecież kompletnie nie jest ważne jak to wszystko nazwiemy.

Niezwykle dużą popularność jakiś czas temu zyskały listy marzeń. Notatki z wymienionymi rzeczami, które chce się przeżyć czy których chce się dokonać zanim przyjdzie pożegnać się z pięknem tego świata. Ich istotę też musiałam podważyć zanim się okazało, że to cudowna sprawa i zanim powstał wokół tego tematu blog. No bo przecież jaki sens ma wypisywanie jakiś tam rzeczy, których nawet nie pragniemy, a jedynie byśmy chcieli? Ja na swojej liście mam takie rzeczy, na których zależy mi ogromnie i takie, o których kiedyś gdzieś przeczytałam i stwierdziłam, ale super, ale czad, ale by było fajnie jak bym to zobaczyła na własne oczy, ale by było miło gdybym mogła tego doświadczyć na własnej skórze. Zapisałam i zapomniałam. Zrealizuje się fajnie, nie zrealizuje się też dobrze. Nie ma w tym żadnej presji. Lista marzeń służy mi raczej jako wielkie przypomnienie, wykrzyknik wiszący tuż nad głową, że tak wiele rzeczy mogę zrobić, przeżyć, że życie ma więcej smaków niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić i absolutnie nie ma powodu, aby się ograniczać, niż coś do czego podchodzę z wojskowym rygorem. Nie rozliczam się ile pragnień zdążyłam już wprowadzić w życie, nie stosuję kar za brak regularnego ich spełniania. Bawię się faktem, że tyle mogę gdybym tylko się na danym aspekcie skupiła, w międzyczasie robię swoje, a potem odkrywam, że oto nagle przeprowadziłam się do Wrocławia, byłam na koncercie Domowych Melodii, wzięłam udział w Woodstocku i tak dalej, i tak dalej. Te rzeczy się dzieją, przydarzają i prawdę mówiąc nie kosztują aż tyle wysiłku, jaki przypisuje się marzeniom. Sprowadziliśmy je do mistycznych form, magicznych formatów i choć ma to wiele plusów, to przecież marzenie nie jest niczym innym jak myślą, że chcemy coś zrobić i tylko wiara w nasze możliwości jest wyznacznikiem czy ta ulotna wizja będzie potwierdzeniem słownikowej definicji czy kolejnym punktem w kalendarzu do zrobienia.

.

__________________________________________________________________________________________

Te teksty również mogą Cię zainteresować:

.

Trzymaj się i do następnego!



1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
0 Comment authors
Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Czy marzenia można podzielić na lepsze i gorsze? – podejścia do marzeń są różne. Z jednym z nich w tym wpisie się rozprawiam. Także w formie do odsłuchania. […]