7 zachowań ludzi w pociągu – śmiać się czy płakać?

Siedzę na ciemnogranatowym fotelu polskich lini kolejowych. Przede mną leży książka, od której po dwóch godzinach stałego czytania jednak muszę chwilę odpocząć. Stoi też kubek, wspomnienie ciepłej malinowej herbaty, która skończyła się wcześniej niż na dobre zaczęła się ta podróż. Jadę do domu, pierwszy raz od bardzo dawna pociagiem. Jeszcze wczoraj sądziłam, że stęskniłam się za tą formą podróżowania. Chyba wszechświat to wyłapał i postanowił zadbać o to, abym nacieszyła się tą podróżą tak bardzo jak się tylko da, bo oto ogłoszono właśnie 65 minut opóźnienia i nic nie wskazuje na to, aby nie mogło się ono jeszcze zwiększyć.

Przez pociąg przeszedł jęk oburzonego niezadowolenia. Co jednak ciekawe padł głośno tylko jeden komentarz w tej sprawie. Dobrze zbudowany pan w średnim wieku, o zaciętym wyrazie twarzy i spojrzeniu pełnym buntu stwierdził, że to jakaś paranoja, że tak być nie może, że co to ma być? Mu się spieszy, to powinno działać tak, a nie inaczej i wszystkie podobne zwroty, które w sumie ani nie poprawiają mu humoru, ani nam sytuacji. Nikt mu nie zawtórował.

Moja cierpliwość z wiekiem, jakkolwiek to nie zabrzmiało z ust dwudziestotrzy latki, staje się coraz większa i pojemniejsza. Mało rzeczy faktycznie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi, a słowo kłótnia zamieniłam na spokojną dyskusją i nie powiem, żyje mi się z tym naprawdę dobrze. Nie znaczy to jednak, że pewnych zachowań nie odnotowuje. Kwituje je tylko zamiast złością, to uśmiechem. Czasem prawdziwego rozbawienia czasem pobłażania.

W pociągu sytuacji do tego, aby się uśmiechać jak co nie miara i to już nawet nie chodzi o tego pana w przykrótkiej koszulce oburzonego na świat. Podczas niemalże każdej mojej kolejowej podróży dzieje się coś, co spokojnie można byłoby opisać w humorystycznych historyjkach sytuacyjnych, a co też może po prostu irytować.

7 rzeczy na które zawsze w pociągu zareaguję

.

1. Głośne mlaskanie

Podczas pewnej z wcześniejszych podróży szczęśliwa wsiadłam w Toruniu do pociągu. Wtedy udało się nadrobić czas, zdążyłam więc na swoją przesiadkę. Nastawiona byłam optymistycznie, bo i przecież nie było powodu nastawionym być źle. Razem ze mną wsiadała też ona, dziewczyna niedużo ode mnie starsza. Na sobie miała sportową kurtkę w odcieniu różu, a pod nią różowy sweterek ten z rodzaju najbardziej rażącego różowego różu. Usiadła, włożyła słuchawki do uszu, coś tam odpaliła na telefonie i za chwilę wyjęła jabłko. Jabłko duże i pewnie soczyste po przy każdym gryzie mlaskała tak, że hałas wydawany przez koła pociągu wydawał się być niczym i choć ciesze się ogromnie, że tak ten owoc jej smakował to skoncentrować nie moglam się zupełnie.

.

2. Utrudnianie działań innym

.

To przypadki z tak zwanymi “mamlakami”, czyli osobami, które nie orientują się co się dzieje wokół nich. Zamykają więc drzwi przed nosem, potem stają na środku przedziału i jakby mieli całe życie na tą jedną czynność zaczynają się rozbierać, wyjmować rzeczy z jednej kieszeni, drugiej, trzeciej, tej wewnętrznej prawej i tej wewnętrznej lewej. Nawet jak prosisz, że Ty tylko chcesz przejść, bo za Tobą jest jeszcze jedna osoba, która chce wejść do tego samego przedziału, za nią jej walizka i rząd ludzi, który się nie może przez nią ruszyć to i tak musisz się liczyć z tym, że zamiast usiąść na moment i Cię przepuścić to wygnie się tak, że musiałabyś być z gumy, żeby to miało sens. Bo przecież jego miejsce jest zajęte przez te wszystkie wyjęte rzeczy, a obok na pustym na sekundę usiąść nie można, no bo to przecież nie jego. Potem od razu się prostuje, powtarza się sytuacja z tą drugą osobą co to też chciałaby wejść i jedyne co można zrobić to palnąć się w czoło.

.

3. Rodzice pozwalający na wszystko i jeszcze więcej swoim dzieciakom.

.

Wyjaśnijmy sobie na samym wstępie – ja lubię dzieci, podobno nawet mam do nich niezłe podejście i zdaje sobie sprawę, że jak chce ciszę to mogę zapłacić więcej i jechać inną klasą. Luz blues. Tylko, że pociąg to nadal przestrzeń publiczna, niezależnie od ceny biletu. W niej też trzeba brać poprawkę na innych i o ile nie przeszkadza mi absolutnie, gdy dzieciaki coś oglądają w normalnym zakresie dźwięku, rozmawiają ze sobą, układają te wszystkie zmyślne układanki i tak dalej. O tyle rodzi się we mnie wielkie niezrozumienie, gdy pozwala im się rozpieprzać całą podróż. Wszystkim.

Podczas jednej z mojej kolejowej wyprawy miałam okazję jechać z dwójką na oko czteroletnich chłopców. Każde miało swój zestaw rodziców, taka wesoła gromadka. Do póki nie usiadła. Dzieciakom po pięciu minutach zaczęło się nudzić i nawet nie wiadomo w którym momencie wpadły na genialny pomysł, że będą na siebie nabiegać. Jeden ustawił się w jednym końcu przedziału, drugi na przeciwko niego. Najpierw głośno odliczali do dwóch, potem padało z ich ust “start”, a jeszcze później był tylko jeden wielki krzyk, gdy coraz szybciej na siebie biegli, by w połowie drogi się od siebie odbić i upaść pod pociągowe fotele. Super zabawa. Najpierw nie rozumiesz, potem oglądasz jak te wszystkie filmiki z kotami na YouTubie, aż na końcu chcesz po prostu się teleportować, ale przypominasz sobie, że nie umiesz. Irytacja rośnie. Nad całym przedziałem pojawia się komiksowa gradowa chmurka. Rodzice rozchichrani siedzą i nad czymś debatują, nic nie zauważają zadowoleni, że to co sami wyprodukowali nic od nich nie chce. A potem ktoś postanawia zainterweniować i rodzi się oburzenie tych rodziców. Jak to tak? Jego dziecko robi coś złego? No nie! I zaczynają dopingować dzieci w ich zawodach. Ludzie nie mogą spokojnie przejść, jakiś gorący napój się rozlewa, atmosfera robi się jeszcze bardziej napięta, aż w którymś momencie to wszystko wybucha. No i po co tak w sumie do tego doprowadzać?

.

4. Starsze Panie co to cwanie postanawiają się wepchnąć na swój wiek.

Bo one to tylko chcą o coś zapytać, a ta kolejka taka długa, one takie stare i jakby nieważne czy w tej kolejce jesteś sama czy jest faktycznie osób dziesięć taka Pani zawsze będzie schorowana, bliska śmierci, wiekowa i bardziej jej się będzie spieszyć, niż wszystkim innym. A gdy już się wepchnie w kolejkę do kasy na chama. Od drugiej strony i usłyszy uprzejmie, że nie z tej strony należy podchodzić, to zwyzywa tę od której chciała uzyskać informacje tak, że hiszpańskie seriale powinny się od niej uczyć. Przy okazji dostanie się też ludziom w kolejce i całemu światu, bo ona taka wiekowa i nikt jej nie chce pomóc. Nie lubię strasznie takich osób, co ciekawe z moich doświadczeń wynika, że najczęściej zachowują się tak kobiety.

Doskonale pamiętam jak mieszkając w Łodzi jedna z takich właśnie starszych pań postanowiła obarczać mnie winą za to, że nie zdążyła wysiąść na swoim przystanku, jadąc autobusem. Wspólnego z tym miałam tyle, że stałam przy drzwiach, nie od jej strony. Normalnie zlewam takie sytuacje, wtedy jednak ta starsza pani postanowiła mi dopiec, zaczęła mi opowiadać jak to moja babcia nie będzie dumna z mojego zachowania, jaki to jej wstyd przyniosłam i że ta młodzież taka gówniana. Pech chciał, że to akurat był dość świeży czas żałoby po śmierci mojej babci. Powiedziałam więc co myślę i od tamtego czasu robie tak w każdym przypadku. W kolejce przepuszczam tylko tych, którzy zachowują się jak ludzie i wiek nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem.

.

5. Ludzie śmierdzący alkoholem tak, że oddychanie tym samym powietrzem, w jednym wagonie, jest niemożliwe.

.

A cała droga upływa na modlitwie o to, aby zawartość żołądka tego imprezowego pana pozostała z nim do końca naszej wspólnej podróży. Przy tej sytuacji też jechałam do domu, to był czas wielkich powrotów, jeżeli dobrze pamiętam na święta. Pociąg zapchany do granic możliwości i jeszcze bardziej. Ludzie mający gwarancje miejsc siedzących byli wtedy największymi szczęściarzami świata. Byli tez panowie z kilkuosobowej ekipy, która postanowila sobie drogę umilić. Widać było, że bawili się nieźle już od jakiegoś czasu. Siedzieli na korytarzach, zabrakło dla nich wygodniejszego miejsca, zwierzali się sobie nawzajem z problemów z kobietami i spraw, które ogólnie opowiadane powinny być przy piwku w barze i to też raczej nie wszystkie. Przejście do łazienki oznaczało przejście koło nich. Alkohol uderzał w nozdrza gdy wychodziło się na korytarz. Mieszał się z zapachem potu i człowiekowi robiło się niedobrze. Z łazienki wracałam z wstrzymanym powietrzem. Tylko w sumie po to by odkryć, że oto w moim przedziale jeden z tych panów odnalazł wolne miejsce i postanowił sobie zasnąć. To była o tyle ciężka podróż, że z pijanym nie ma co dyskutować, konduktor wzruszył ramionami i jedyne co ratowało sytuację to otwarte drzwi i okna.

Widziałam juz różne przypadki imprezowania w pociągu i o ile nie doprowadzasz się na dno picia, nie odwalasz manniany i daje się przy Tobie oddychać to śmiało, ale jeżeli nie umiesz się zachować to w tym pociągu sobie daruj i beforek, afterek i całą imprezę.

.

5. Osoby, które na siłę zajmują nieswoje miejsca.

.

Sytuacja zdecydowanie najczęściej reprezentowana przez panie w średnim wieku, którym nie udało się kupić biletu przy oknie, albo które o tym nie pomyślały. Uwielbiam ten moment, gdy wchodzi się do przedziału. One wiedzą, że źle siedzą i zaczynaja udawać, że śpią. Nie mam problemu z tym aby usiąść nie na swoim miejscu czy z kimś się zamienić. Lubię siedzieć przy oknie, lubię siedzieć przy wyjściu i tylko jakby środkowe fotele są obiektem mojej mniejszej uwagi. Czasami jednak ludziom zależy na tym miejscu tak jakby zależało od tego życie i jeżeli zostanę grzecznie zapytana czy to nie problem, żebyśmy się zamieniły. Jeżeli mój rozmówca będzie miły, a ja nie będę mieć planów względem tego miejsca, które miałyby wpłynąć na losy całego świata, to nie będę robiła z tym żadnego problemu. Jeżeli jednak ktoś próbuje robić z drugiego człowieka idiotę, przy tak trywialnej sprawie to nie dziwię się, że ten decyduje, że jednak przy prawie pustym przedziale chce usiąść na swoim miejscu. Nie raz już byłam świadkiem sytuacji, gdy ktoś udawał, że nie słyszy, by za moment udać zaskoczenie i z niezadowoleniem się jednak przesiąść. Z boku wyglada to komicznie, staram się zrozumieć powod takiego zachowania od pierwszego zaobserwowanego zachowania i wiesz, że nie potrafię?

.

6. Ludzie typu “ani dzień dobry, ani do widzenia, ani kij w oko”

Ludzie tego typu ani mnie nie bawią ani nie irytują, ja jestem nawet w stanie zrozumieć czasem takie zachowanie, bo może brać sie z miliona powodów. Ja go jednak po prostu nie lubię. Mam taki typ osobowości, że mowie dzień dobry w każdym przypadku kiedy mam przebywać z jakimiś ludźmi jakiś czas. Nieważne czy to kolejka w ZUSie, przejazd windą czy podróż pociągiem właśnie. Kompletnie nie ma znaczenia czy z kimś zamienię wiecej niż te cztery słowa. Ważne jest to, że nie pojawia się to dziwne uczucie pewnej niezręczności, zignorowania jakie się za tym w takich przypadkach niesie. To kosztuje tyle co nic, od razu wydajesz się być miłą i kulturalną osoba, i jakoś tak przyjemniej jechać z Tobą w przedziale. To tylko dwa słowa.

.

7. Osoby, które sądzą, że są centrum świata.

.

Pociąg znanym juz scenariuszem wypchany po brzegi. Mnóstwo osób stoi, w tym ja stwierdzając, że na 20 minut nie opłaca mi się zaczynać poszukiwań wolnego miejsca. Mój transport spokojnie stoi jeszcze na peronie, gdy w drzwiach pojawia się damska głowa o ciemnobrązowych krótkich włosach. Rozglada sie, znika i słychać “Jasiu, tutaj, tu jest wolne”. Kobieta podciąga się na poręczach, poprawia prostokątną torebkę zawieszoną na ręku i nie pytana o nic zaczyna przestawiać walizki stojących osób, opowiadając przy okazji jak to nie zdążyła na pociąg, chociaż była przed czasem i że została oszukana i nie wie jak z tego wybrnąć, bo przecież te bilety, wydane pieniądze.. Wychyla sie niepewnie, znowu krzyczy na Jasia aby się pospieszył i wraca do środka zadowolona, ze ten pociąg jej nie ucieknie. Nagle w drzwiach pojawia się ogromna żółta walizka, potem mniejsza, postać nawoływanego mężczyzny. Wchodzi przestawia walizki, poczym schodzi po schodkach i wkłada jeszcze jedną. Kobieta ani drgnie. Instruuje go tylko. Sposób bycia ma taki, że ludzie już się uśmiechają pod nosem, a mężczyzna najbliżej mnie, który okazuje się być potem Krystianem z Krakowa, nawet lekko zaczyna komentować i śmiejemy się w glos. Jasio jest idealnym przykładem związkowego pantofla, a jego towarzyszka to mistrzyni niepotrzebnych dram w wydaniu humorystycznym. Ją się oglądało dobrze, ale są tacy których oglądać się nie da. Przekonywanie nieznajomych ludzi, że Twoje problemy są najważniejsze nigdy nie jest dobrym pomysłem. Cały pociąg nie musi wiedzieć, że wsiadłeś, a konduktor odpowie na Twoje pytania jak będzie przy Tobie, wcale nie trzeba do niego krzyczeć przez cały przedział. Serio.

.

W wpisie z niepożądanymi zachowaniami w restauracji wspominałam, że obsługa stolika to sprawna współpraca między klientem, a kelnerem. Tutaj użyję dokładnie tego samego sformułowania, bo życie w społeczeństwie niczym się nie różni, od przebywania w restauracji. Tu też trzeba się umieć zachować i po prostu w jakimś stopniu współpracować, aby osiągnąć to co nas najbardziej interesuje, czy to będzie święty spokój podczas podróży czy przepuszczenie w kolejce. Oczekiwanie, że każdy się do nas dostosuje i nas zrozumie jest najprościej rzecz ujmując głupie. Wbrew pozorom wszyscy mamy jeden wspólny punkt spojrzenia na świat, patrzymy przecież przez własną osobę.

.

__________________________________________________________________________________________

Te teksty również mogą Cię zainteresować:

.

Trzymaj się i do następnego!

.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o